Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 10
na dół i czekał na progu. Im bardziej przeciągała się nieobecność Cluffe'a, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że spotkanie było owocne i że jego wysłannik doszedł do porozumienia z Nutterem. Nie wiedział, że cała ta sprawa załatwiona została w przeciągu półtorej minuty i że teraz Cluffe oddawał się grze w triktraka z jego zaprzysiężonym wrogiem, Toole'em, w rogu klubowego saloniku.
Cluffe zaś wówczas dopiero, gdy wyszedłszy z „Feniksa", spostrzegł Sturka przechadzającego się dumnym krokiem w migotliwym świetle księżyca, pod wioskowym wiązem, ' opamiętał się i podszedł do niego.
Sturk stał z rękoma w kieszeniach, mocno zaciskając w zziębniętych palcach jednokoronówkę — sądzę, że była to wówczas ostatnia moneta, jaką posiadał; serce miał w gardle, lecz pogwizdywał, by okazać obojętność. Twarz i cała postać Sturka pocętkowane były cieniami poruszającego się listowia, zwiędłe zaś liście opadały wokół niego.
— No i co? — rzekł Sturk — nie pożyczy, oczywiście? Cluffe potrząsnął głową.
— Nic nie szkodzi, poradzę sobie inaczej — powiedział Sturk z przekonaniem. — Dobranoc. — I odszedł żwawo w kierunku rogatki.
— Sądzę, że mógłby powiedzieć „dziękuję" — mruknął Cluffe, rzucając z ukosa w ślad za nim wyniosłe spojrzenie. — Mieszać się w jego przeklęte sprawy i prosić o przysługę ludzi w rodzaju Nuttera! — Lecz właśnie wtedy Sturk, doszedłszy do rogu „Feniksa", zawahał się, a Cluffe myśląc, że mógłby zawrócić i poprosić o pieniądze, obrócił się na pięcie i, będąc człowiekiem przezornym, odszedł pośpiesznie ciężkimi krokami ku swemu domowi.
Toole i O'Flaherty stali w drzwiach „Feniksa", przypatrując się krótkiemu i tajemniczemu spotkaniu pod wiązem.
— To Sturk — rzekł Toole. O'Flaherty chrząknął potakująco.
Toole patrzył uważnie, póki gentlemeni nie rozeszli się, a potem, spoglądając na O'Flaherty'ego kątem oka z wszystkowiedzącym uśmieszkiem, „przesłał mu mrugnięcie", jak wówczas mawiano.
— Sprawa honorowa? — spytał O'Flaherty przyjmując bojową postawę; wszędzie węszył proch.
Cluffe zaś wówczas dopiero, gdy wyszedłszy z „Feniksa", spostrzegł Sturka przechadzającego się dumnym krokiem w migotliwym świetle księżyca, pod wioskowym wiązem, ' opamiętał się i podszedł do niego.
Sturk stał z rękoma w kieszeniach, mocno zaciskając w zziębniętych palcach jednokoronówkę — sądzę, że była to wówczas ostatnia moneta, jaką posiadał; serce miał w gardle, lecz pogwizdywał, by okazać obojętność. Twarz i cała postać Sturka pocętkowane były cieniami poruszającego się listowia, zwiędłe zaś liście opadały wokół niego.
— No i co? — rzekł Sturk — nie pożyczy, oczywiście? Cluffe potrząsnął głową.
— Nic nie szkodzi, poradzę sobie inaczej — powiedział Sturk z przekonaniem. — Dobranoc. — I odszedł żwawo w kierunku rogatki.
— Sądzę, że mógłby powiedzieć „dziękuję" — mruknął Cluffe, rzucając z ukosa w ślad za nim wyniosłe spojrzenie. — Mieszać się w jego przeklęte sprawy i prosić o przysługę ludzi w rodzaju Nuttera! — Lecz właśnie wtedy Sturk, doszedłszy do rogu „Feniksa", zawahał się, a Cluffe myśląc, że mógłby zawrócić i poprosić o pieniądze, obrócił się na pięcie i, będąc człowiekiem przezornym, odszedł pośpiesznie ciężkimi krokami ku swemu domowi.
Toole i O'Flaherty stali w drzwiach „Feniksa", przypatrując się krótkiemu i tajemniczemu spotkaniu pod wiązem.
— To Sturk — rzekł Toole. O'Flaherty chrząknął potakująco.
Toole patrzył uważnie, póki gentlemeni nie rozeszli się, a potem, spoglądając na O'Flaherty'ego kątem oka z wszystkowiedzącym uśmieszkiem, „przesłał mu mrugnięcie", jak wówczas mawiano.
— Sprawa honorowa? — spytał O'Flaherty przyjmując bojową postawę; wszędzie węszył proch.
www.raido-sport.pl



