Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 11
— Raczej sprawa niehonorowa — odrzekł Toole zapinając surdut — „latał" po całym mieście. Nutter może zająć mu jutro mienie za nie zapłacony czynsz, a Cluffe wywołał go przed gospodę, by z nim porozmawiać; złóż to i tamto razem, sir! — Co rzekłszy, Toole udał się do domu.
W rzeczy samej Sturk nie miał żadnego planu i w owej chwili nie był zdolny do ułożenia jakiegokolwiek. Zmienił kierunek, sam nie wiedząc czemu, i popędził przez most, a potem spory kawałek drogą do Inchicore; następnie zawrócił i ponownie przeszedł most, nie zatrzymując się, i ruszył dalej w stronę Dublina; nagłe księżyc przedarł się przez chmury i Sturk zdał sobie sprawę, jak późna była już pora, skręcił więc i skierował się ku domowi.
Gdy mijał rząd domów stojących frontem do rzeki, z progu domu pana Ironsa dobiegł go dobrze znany głos: — Szłodka nocz, doktorze! Kszężycz taki jaszny i szrebrzyszty, powietrze takie łagodne!
Był to mały Puddock, którego ręka i twarz wzniesione były ku owemu rozkosznemu wicewładcy nieba.
— Cudownie piękna noc — odparł Sturk i urwał.
Puddock miał zwyczaj odnosić się w szczególnie przyjazny i uprzejmy sposób do swych wierzycieli. Sturk zaś, który sądził, nie bez słuszności być może, że ostatnio świat źle się z nim obchodził, poczuł wdzięczność za owo powitanie i jego serdeczny ton.
— Taka noc — ciągnął mały porucznik — mój drogi panie, przenosi nas pod marmurowe balkony pałacu Capuletów i każe nam powtarzać: „W taką noc siedziała Dydona na dzikim brzegu morskim — pamięta pan — i wierzbową różdżką słała swą miłość do Kartaginy"; lub Wprowadza nas na nawiedzoną scenę, gdzie pogrążona w ciemnościach Dania znów ujrzała poświatę księżyca. Mój drogi doktorze, to wspaniałe, nieprawdaż? — ileż chwil zachwytu nad przyrodą zawdzięczamy Shakespeare'owi, świat byłby całkiem inny, doktorze, gdyby Shakespeare nie pisał. — Po czym nastąpiła chwila ciszy, a Sturk stał bez ruchu.
— Niech Bóg pana błogosławi, poruczniku — powiedział ujmując nagle jego dłoń. — Gdyby było więcej takich ludzi jak pan, mniej złamanych serc istniałoby na tym świecie. — I Sturk odszedł.