Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 14
czynsz". A potem — co potem? Mógłby jeszcze rozlepić na słupach jego nazwisko w całym Dublinie, Chapelizod i Leixlip, gdzie był wicekról i trybunał.
Usiadł nad kartką papieru; opierając lewą pięść na stole i zgrzytając zębami szukał w pamięci odpowiednich słów; lecz niestety prawa ręka tak mu drżała, że pismo zawiodło go zupełnie, co wywołało w nim łęk. „Na mą duszę, chyba dzieje się ze mną coś złego", szepnął, otworzył z  trzaskiem okno i wyjrzał, spoglądając w zadumie na cmentarz, park poza nim i wzgórze, nad którym wisiała rosa, wszystko łagodnie oświetlone przyjemnym, porannym słońcem.
Tymczasem mała pani Sturk, która w przełomowej chwili umiała szybko podjąć niezłomne postanowienie, w mgnieniu oka zrobiła toaletę i cicho wymknęła się frontowymi drzwiami na ulicę. Początkowo pomyślała o proboszczu Walsinghamie; lecz ostatnio Sturk w jednym z ostrych napadów złego humoru odebrał dzieci z klasy katechetycznej poczciwego pastora, a poza tym posłał mu jeden z tych bezczelnych, niegrzecznych listów — wobec czego biedna mała kobietka doszła do wniosku, że nie ma tam żadnych widoków powodzenia. Mało wiedziała o proboszczu — o głębokiej pokorze i wielkiej wyrozumiałości tej szlachetnej duszy.
Obrała przeto przeciwny kierunek i odwracając się plecami do miasta, poszła jak tylko mogła najszybciej ku „Spiżowemu Zamkowi". Nie wybiła jeszcze godzina ósma, lecz diabeł był już, jak mogliśmy się o tym przekonać, od wczesnych godzin porannych na nogach i zdążył wykonać sporą część swej dziennej pracy.
Biedna kobietka postanowiła zwrócić się do Dangerfielda. Podobało jej się to, co mówił w Belmont, gdzie go spotkała, rozpytywał ją wówczas o biedaków i słuchał z dużym współczuciem jej opowiadań o żałosnych ludzkich losach; wiedziała również, że był bardzo bogaty i cenił jej Barneya; podreptała więc dalej pełna nadziei, choć nie przypuszczam, by wielu ludzi, którzy znają lepiej świat, uznało, że ma jakiekolwiek widoki powodzenia.
Dangerfield przyjął damę bardzo uprzejmie w swym małym saloniku, gdzie po zjedzeniu porannego posiłku pisał właśnie listy. Spojrzał na nią twardo, gdy wchodziła, ponownie zaś twardym spojrzeniem obrzucił ją, gdy usiadła,