Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 19
Myśli kłębiły się w mózgu Sturka. Pięćdziesiąt różnych pomysłów tłoczyło się i wrzeszczało równocześnie jak przedszkole niesfornych malców: „Wybierz mnie"; „Nie, wybierz mnie!"; „Nie, mnie!"
Śnił jak szaleniec, a zmysły jego wciąż były pobudzane obrazami pięćdziesięciu różnorakich fantasmagorii, wywołanymi grą wyobraźni, domysłami i dziwnym, boleśnie ostrym wspomnieniem minionych wydarzeń; wszystko wirowało w karnawałowej orgii, hulaszczej choć posępnej — maski, kości do gry, śmiech, złorzeczenia, walenie w bębny, piękne kobiety, pijani młodzieńcy, oszuści, mordercy; dźwięczne serenady, nieuchronny grzechot i brzęk kości w kubku i przeciągłe, odległe wrzaski.
Usiłowania Sturka, by wprowadzić ład w to wszystko, na tyle się zdały, co próba odczytania aktu rebelii na zgromadzeniu Walpurgii.
Siedział więc, wykrzykując coś nieświadomie i spoglądając w dół niczym z balkonu, w oczekiwaniu na uciszenie się owego zgiełku, a gdy ochłonął nieco, w głowie mu się rozjaśniło i przed oczyma miał jedną już tylko niewzruszoną i spokojną twarz.
Gdy rzeczy doszły do tego punktu, Sturk odzyskał w pełni pamięć i stwierdził, że może swobodnie myśleć; wyskoczył z łóżka, i będąc człowiekiem czynu, zapalił świecę, wcisnął się w spodnie, naciągnął pończochy, pośpiesznie zarzucił płaszcz i ze świecą w ręce, w rannych pantoflach zsunął się jak widmo po schodach do tylnego salonu, który, jak wiemy, służył mu za gabinet.
Noc była pogodna i bezwietrzna. Niebo rozjaśniło się, mglisty blask księżyca leżał na łagodnych zboczach parku. Widok był kojący, toteż podziałał orzeźwiająco i uspokajająco na umysł Sturka, gdy tak stał w otwartym oknie, pogrążony w samotnej zadumie. Dopiero gdy jego senne, wędrujące spojrzenie padło na cmentarz przykościelny, doznał lekkiego wstrząsu i zaniepokoił się.
Tu oto rozciągał się ów cmentarz ze swymi białymi nagrobkami i rozsnutymi wokół cieniami, jak gdyby chciał powiedzieć: oto jestem, marny cel wszystkich twych poczynań. Wśród tych pomników lśniących przed twymi oczyma nie ma ani jednego, który by nie skrywał tego, co niegdyś było żywym światem rozważnych zamierzeń, burzliwych
Śnił jak szaleniec, a zmysły jego wciąż były pobudzane obrazami pięćdziesięciu różnorakich fantasmagorii, wywołanymi grą wyobraźni, domysłami i dziwnym, boleśnie ostrym wspomnieniem minionych wydarzeń; wszystko wirowało w karnawałowej orgii, hulaszczej choć posępnej — maski, kości do gry, śmiech, złorzeczenia, walenie w bębny, piękne kobiety, pijani młodzieńcy, oszuści, mordercy; dźwięczne serenady, nieuchronny grzechot i brzęk kości w kubku i przeciągłe, odległe wrzaski.
Usiłowania Sturka, by wprowadzić ład w to wszystko, na tyle się zdały, co próba odczytania aktu rebelii na zgromadzeniu Walpurgii.
Siedział więc, wykrzykując coś nieświadomie i spoglądając w dół niczym z balkonu, w oczekiwaniu na uciszenie się owego zgiełku, a gdy ochłonął nieco, w głowie mu się rozjaśniło i przed oczyma miał jedną już tylko niewzruszoną i spokojną twarz.
Gdy rzeczy doszły do tego punktu, Sturk odzyskał w pełni pamięć i stwierdził, że może swobodnie myśleć; wyskoczył z łóżka, i będąc człowiekiem czynu, zapalił świecę, wcisnął się w spodnie, naciągnął pończochy, pośpiesznie zarzucił płaszcz i ze świecą w ręce, w rannych pantoflach zsunął się jak widmo po schodach do tylnego salonu, który, jak wiemy, służył mu za gabinet.
Noc była pogodna i bezwietrzna. Niebo rozjaśniło się, mglisty blask księżyca leżał na łagodnych zboczach parku. Widok był kojący, toteż podziałał orzeźwiająco i uspokajająco na umysł Sturka, gdy tak stał w otwartym oknie, pogrążony w samotnej zadumie. Dopiero gdy jego senne, wędrujące spojrzenie padło na cmentarz przykościelny, doznał lekkiego wstrząsu i zaniepokoił się.
Tu oto rozciągał się ów cmentarz ze swymi białymi nagrobkami i rozsnutymi wokół cieniami, jak gdyby chciał powiedzieć: oto jestem, marny cel wszystkich twych poczynań. Wśród tych pomników lśniących przed twymi oczyma nie ma ani jednego, który by nie skrywał tego, co niegdyś było żywym światem rozważnych zamierzeń, burzliwych
www.raido-sport.pl



