Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 21
ka — głową dzika i dumnie powiewającą wstęgą z napisem: Deutem fulmineum cave.
Znów zerknął w okno, by przekonać się, czy nastał już szary brzask, zegarek bowiem zostawił pod poduszką, a tęsknił do chwili działania.
Później Sturk ruszył schodami w górę i umieściwszy list niczym nabity pistolet na kominku, wskoczył do łóżka i leżąc bezsennie rozmyślał w podnieceniu, ufny, że po raz ostatni już widział owe straszliwe zjawy — tłustych pomocników szeryfa, owego gładkiego, starszego adwokata z wymuszonym uśmiechem i — niech go diabli! — popędliwego zastępcę szeryfa, z purpurowym, pryszczatym czubkiem nosa i takimiż krostami na policzkach; były to zjawy otaczające jego łóżko ruchomym kręgiem: jedna wciskająca mu nakaz sądowy, druga gwałtownie rozwijająca pergamin dokumentu, a jeszcze inna szperająca w jego kluczach i wyciągająca otwartą dłoń po pieniądze. Precz! Doktor znalazł zaklęcie, by rozgromić je wszystkie. Odtąd nie tkną go nawet palcem — odkrył krótką i skuteczną drogę do uwolnienia się od nich. Sądzę, że istotnie tak było.
XLV
O MAŁEJ PRÓBIE W MIESZKANIU KAPITANA CLUFFE'A ORAZ O PEWNEJ POUFNEJ ROZMOWIE POMIĘDZY DOKTOREM STURKIEM A PANEM DANGERFIELDEM
Pani Sturk, choć cichutka, była czynną małą osóbką o łagodnej, niespokojnej twarzy. Nazajutrz wstała bardzo wcześnie i pobiegła do „Królewskiego Domu", by poprosić panią pułkownikową Strafford, wielce dla niej łaskawą i opiekuńczo usposobioną wobec doktora Sturka, o załatwienie drobnego sprawunku w Dublinie, gdyż, jak pani Sturk dowiedziała się, dama owa jechała tegoż dnia do miasta, a koń doktora Sturka właśnie się ochwacił i zaprowadzono
Znów zerknął w okno, by przekonać się, czy nastał już szary brzask, zegarek bowiem zostawił pod poduszką, a tęsknił do chwili działania.
Później Sturk ruszył schodami w górę i umieściwszy list niczym nabity pistolet na kominku, wskoczył do łóżka i leżąc bezsennie rozmyślał w podnieceniu, ufny, że po raz ostatni już widział owe straszliwe zjawy — tłustych pomocników szeryfa, owego gładkiego, starszego adwokata z wymuszonym uśmiechem i — niech go diabli! — popędliwego zastępcę szeryfa, z purpurowym, pryszczatym czubkiem nosa i takimiż krostami na policzkach; były to zjawy otaczające jego łóżko ruchomym kręgiem: jedna wciskająca mu nakaz sądowy, druga gwałtownie rozwijająca pergamin dokumentu, a jeszcze inna szperająca w jego kluczach i wyciągająca otwartą dłoń po pieniądze. Precz! Doktor znalazł zaklęcie, by rozgromić je wszystkie. Odtąd nie tkną go nawet palcem — odkrył krótką i skuteczną drogę do uwolnienia się od nich. Sądzę, że istotnie tak było.
XLV
O MAŁEJ PRÓBIE W MIESZKANIU KAPITANA CLUFFE'A ORAZ O PEWNEJ POUFNEJ ROZMOWIE POMIĘDZY DOKTOREM STURKIEM A PANEM DANGERFIELDEM
Pani Sturk, choć cichutka, była czynną małą osóbką o łagodnej, niespokojnej twarzy. Nazajutrz wstała bardzo wcześnie i pobiegła do „Królewskiego Domu", by poprosić panią pułkownikową Strafford, wielce dla niej łaskawą i opiekuńczo usposobioną wobec doktora Sturka, o załatwienie drobnego sprawunku w Dublinie, gdyż, jak pani Sturk dowiedziała się, dama owa jechała tegoż dnia do miasta, a koń doktora Sturka właśnie się ochwacił i zaprowadzono
www.raido-sport.pl



