Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 22
go do weterynarza. Dobra dama podjęła się załatwienia owego zlecenia i jednocześnie zaprosiła do swego powozu doktora Sturka, gdyby miał on jakąś sprawę w mieście. Powóz miał być u jego drzwi o pół do dwunastej.
Gdy pani Sturk pośpiesznie szła do domu — czas śniadania jej Berneya zbliżał się bowiem tuż-tuż — kogóż to zdarzyło jej się spotkać na drodze za miastem: we własnej osobie ponurego ich dobroczyńcę w okularach, Dangerfielda idącego i rozmawiającego we właściwy sobie zwięzły sposób z Nutterem, najgorszym jej wrogiem, który, prawdę powiedziawszy, wyglądał na wielce zmieszanego; usłyszała, jak Srebrne Okulary rzekły: „To, co mówię, pan rozumie, to jedynie moje własne uwagi, panie Nutter".
Przerażenie i wstrząs wywołane pojawieniem się Nuttera w pobliżu spowodowały, że powitanie wypadło z jej strony nieco niezręcznie; co więcej, pani Sturk natychmiast instynktownie uświadomiła sobie, że rozmowa ich dotyczyła owego strasznego wczorajszego wydarzenia. Dangerfield ujrzawszy ją, pożegnał nagle Nuttera i zrównał się z nią, pani Sturk zaś zmuszona była zwolnić nieco kroku, albowiem wszechmocny zarządca postanowił iść dość wolno.
— Piękny poranek po tej ulewie, madame. Jakże wspaniale wyglądają wzgórza — i wskazał laską drugi brzeg Liffey — i krajobraz w dole rzeki. — Mówiąc to, ów gentleman obrócił się i wskazał laską w kierunku Inchicore.
Sądzę, że chciał sprawdzić, jak daleko za nimi znajdował się Nutter. Ten zaś szedł w kierunku przeciwnym, wpatrując się w kamienie obrzeżające ścieżkę z obu stron i dotykając ich laską, jak gdyby liczył je w miarę posuwania się. Dangerfield kiwnął głową, a okulary jego rozbłysły w porannym słońcu jak dwie błyskawice.
— Powiedziałem Nutterowi kilka słów prawdy w przedmiocie tych jego poczynań. Jest bardzo gniewny na mnie, lecz o wiele bardziej na pani męża, którego stronę trzymam; sądzę, że nie omylę się twierdząc, iż pani mąż otrzyma wkrótce propozycję pracy u lorda Castlemallarda, jeśli będzie mu ona odpowiadała.
Szedł dalej mówiąc krótkimi zdaniami o innych sprawach; u drzwi domu pani Sturk pośpiesznie pożegnał ją z posępną uprzejmością, po czym oddalił się zwykłym sobie sztywnym krokiem w kierunku „Spiżowego Zamku",