Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 26
wieczorem, niech pan napisze o tym, co, pańskim zdaniem, Charles mógłby dla pana uczynić, a ja postaram się, by on to rozpatrzył.
— Dziękuję panu, sir — rzekł Sturk z uroczystą powagą. — Lecz niech pan załatwia sprawy w mieście tak, jak
zwykle pan to robi, pojmuje pan. Wywoła pan zaciekawienie, jeśli uczyni pan inaczej. W tej i innych sprawach musi pan postępować dokładnie tak, jak panu polecę — powiedział Dangerfield.
— Z całą dokładnością, sir, może pan na mnie polegać — odpowiedział Sturk.
— Do widzenia — powiedział Dangerfield.
— Żegnam — powiedział doktor i z powagą uścisnęli sobie dłonie.
Na ganku Dangerfield spotkał panią Sturk i wymienił z nią kilka miłych słówek, głaszcząc dzieci po dużych głowach. Zszedł na dół uśmiechając się i kiwając głową, pani Sturk zaś wsunęła się cicho do gabinetu, gdzie znalazła męża opartego o kominek i ocierającego chusteczką pot z twarzy — dziwnie był blady i wyglądał, jak nasza dobra pani potem wspomniała — dokładnie tak, jak gdyby ujrzał ducha.
 
XLVI
SCENA W GABINECIE Z POMINIĘCIEM ROLI POLONIUSZA
 
Po wyjściu Magnolii i majora, którzy mieli do załatwienia swe własne sprawy, biedna pani Macnamara zawołała pokojówkę Biddy i rzekła jej porywczym, zduszonym i poufnym szeptem wprost do ucha, choć znajdowały się całkiem same i drzwi były zamknięte:
— Biddy, uważaj teraz — rozumiesz? — dama, która przyszła do mnie pod koniec lipca, przypominasz sobie? w czarnej satynie — wiesz, która? — będzie dzisiaj tutaj i pojedziemy jej powozem do pani Nutter, ale nie o to chodzi. Jak tylko przyjedzie, wprowadź ją do tego pokoju, dobrze? — i od razu pobiegnij do doktora Toole'a, i poproś go o krople miętowe, które mi obiecał.