Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 28
do gardła, a następnie opadło jak sztabka ołowiu, gdy usłyszała ów dobrze znany głos mówiący coś do woźnicy, a później w sieni zwracający się, jak sądziła, do Biddy. Po chwili pani Matchwell wkroczyła do pokoju odziana jak zwykle na czarno, wysoka, szczupła, wyprostowana, z czarnym kapturem ocieniającym jej bladą twarz; mgła i chłód nocy zdawały się jej towarzyszyć.
W owej chwili widok Biddy przebiegającej ulicę w kierunku furtki doktora Toole'a przyniósł pani Mac wielką ulgę, choć prędko odwróciła spojrzenie od swej szybkonogiej pokojówki.
— Raczy pani łaskawie usiąść, madame — powiedziała pani Mack z pobladłą twarzą i niskim dygiem.
Pani Matchwell odwzajemniła się lekkim ukłonem i usiadła bez słowa, rozglądając się badawczo po pokoju.
— Cieszę się, madame, że nie miała pani dzisiaj kurzu na drodze. Deszcz zmył go doskonale.
Ponura kobieta w czerni odrzuciła nieco kapturek, odsłaniając bladą twarz, wielkie usta i wypukłe czarne oczy — całość przerażająca i onieśmielająca. Było coś dzikiego i podejrzanego w jej obliczu, co doskonale odpowiadało nadprzyrodzonym i złym skłonnościom tej damy.
Pani Mac nadstawiła ucha by złowić odgłos zbliżających się kroków Toole'a, więc nastąpiło krótkie milczenie, w czasie którego wstała i nalała szklankę porto, podając ją z uniżeniem damie. Ta zaś przejęła szklankę ze skinieniem głowy i poczęła sączyć trunek oddając się jednocześnie jakimś, zdawało się, niespokojnym myślom. Najwyraźniej pochłonięta była czymś niecodziennym.
Pani Mac wydawało się — tak, istotnie, była całkiem pewna — że usłyszała lekki szmer przy drzwiach sypialni, doszła więc do wniosku, iż doktor właśnie wchodził za kotarę.
Postawiwszy opróżnioną szklankę na stole, pani Matchwell przesunęła się do okna, a pani Mac znów zadrżało serce, gdy spostrzegła, że jej gość spogląda w kierunku domu Toole'a. Chodziło jednakże tylko o dorożkę; upewniwszy się, iż była ona w pobliżu, niesamowita kobieta rzekła:
— A teraz spędzimy kilka minut na ściśle prywatnej rozmowie. To nie moja sprawa, jak pani wiadomo, lecz pani.
Było sporo czasu na przygotowanie zasadzki Toole'a.
W owej chwili widok Biddy przebiegającej ulicę w kierunku furtki doktora Toole'a przyniósł pani Mac wielką ulgę, choć prędko odwróciła spojrzenie od swej szybkonogiej pokojówki.
— Raczy pani łaskawie usiąść, madame — powiedziała pani Mack z pobladłą twarzą i niskim dygiem.
Pani Matchwell odwzajemniła się lekkim ukłonem i usiadła bez słowa, rozglądając się badawczo po pokoju.
— Cieszę się, madame, że nie miała pani dzisiaj kurzu na drodze. Deszcz zmył go doskonale.
Ponura kobieta w czerni odrzuciła nieco kapturek, odsłaniając bladą twarz, wielkie usta i wypukłe czarne oczy — całość przerażająca i onieśmielająca. Było coś dzikiego i podejrzanego w jej obliczu, co doskonale odpowiadało nadprzyrodzonym i złym skłonnościom tej damy.
Pani Mac nadstawiła ucha by złowić odgłos zbliżających się kroków Toole'a, więc nastąpiło krótkie milczenie, w czasie którego wstała i nalała szklankę porto, podając ją z uniżeniem damie. Ta zaś przejęła szklankę ze skinieniem głowy i poczęła sączyć trunek oddając się jednocześnie jakimś, zdawało się, niespokojnym myślom. Najwyraźniej pochłonięta była czymś niecodziennym.
Pani Mac wydawało się — tak, istotnie, była całkiem pewna — że usłyszała lekki szmer przy drzwiach sypialni, doszła więc do wniosku, iż doktor właśnie wchodził za kotarę.
Postawiwszy opróżnioną szklankę na stole, pani Matchwell przesunęła się do okna, a pani Mac znów zadrżało serce, gdy spostrzegła, że jej gość spogląda w kierunku domu Toole'a. Chodziło jednakże tylko o dorożkę; upewniwszy się, iż była ona w pobliżu, niesamowita kobieta rzekła:
— A teraz spędzimy kilka minut na ściśle prywatnej rozmowie. To nie moja sprawa, jak pani wiadomo, lecz pani.
Było sporo czasu na przygotowanie zasadzki Toole'a.
www.raido-sport.pl



