Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 34
i miała wielką ochotę opuścić pokój. Zdążyła jedynie spostrzec, że Mary Matchwell wyjęła z kieszeni i wydobyła z pokrowca małe, owalnego kształtu stalowe lusterko, które zdawało się mieć właściwość powiększania przedmiotów, gdyż pani Mac widziała odbicie jej trupiobladych palców, powiększonych dwukrotnie w stosunku do ich naturalnej wielkości; Mary Matchwell napełniła szklankę do połowy wodą i patrzyła przez nią na wskroś, trzymając ją pod światło.
Drzwi się zamknęły. Po upływie pięciu minut rozległ się nagle przeraźliwy krzyk, a zaraz po nim drugi.
Służąca Betty i pani Mac czekające w małym pokoiku po drugiej stronie sieni spojrzały przestraszone po sobie. Stara dama chwyciwszy Betty za przegub ręki szeptała modlitwę; Betty krzycząc: „Och, mój Boże, co się stało biednej mojej pani?", w mgnieniu oka przebiegła przez sień; w ślad za nią podążyła pani Mac; gdy były już przy drzwiach, usłyszały, że ktoś je otwiera kluczem od wewnątrz.
Wpadły obie do pokoju półprzytomne i znalazły biedną panią Nutter leżącą jak długa na podłodze w omdleniu; jej biała twarz i cały przód sukni zmoczone były wodą.
— Pani ma buteleczkę z wonnościami, pani Macnamara, proszę dać jej powąchać — powiedziała zimno ponura kobieta w czerni z ledwie dostrzegalnym błyskiem triumfu w oczach, spoglądając na przerażone twarze niewiast.
Było to długotrwałe omdlenie, lecz wreszcie pani Nutter odzyskała przytomność. A gdy jej mętne spojrzenie padło na panią Matchwell, która stała pochmurna i nieruchoma między oknami, z ust jej wydarł się następny, głośny i przeraźliwy krzyk; objąwszy ramionami szyję pani Mac wrzasnęła:
— Och! pani Mac, ona tam jest — ona tam jest — tam jest!
Krzyczała tak przeraźliwie i wydawała się tak mocno przerażona, że Mary Matchwell, cała w czerni, z dziwnym szyderczym uśmiechem na bladej twarzy, wysunęła się z pokoju, przeszła przez sień i niczym zły duch, który spełniwszy prawie swe zadanie opuścił ofiarę na pewien czas, weszła do małego saloniku po drugiej stronie.
— Nie, droga moja, nie, nie ma jej tu. Poszła sobie,
Drzwi się zamknęły. Po upływie pięciu minut rozległ się nagle przeraźliwy krzyk, a zaraz po nim drugi.
Służąca Betty i pani Mac czekające w małym pokoiku po drugiej stronie sieni spojrzały przestraszone po sobie. Stara dama chwyciwszy Betty za przegub ręki szeptała modlitwę; Betty krzycząc: „Och, mój Boże, co się stało biednej mojej pani?", w mgnieniu oka przebiegła przez sień; w ślad za nią podążyła pani Mac; gdy były już przy drzwiach, usłyszały, że ktoś je otwiera kluczem od wewnątrz.
Wpadły obie do pokoju półprzytomne i znalazły biedną panią Nutter leżącą jak długa na podłodze w omdleniu; jej biała twarz i cały przód sukni zmoczone były wodą.
— Pani ma buteleczkę z wonnościami, pani Macnamara, proszę dać jej powąchać — powiedziała zimno ponura kobieta w czerni z ledwie dostrzegalnym błyskiem triumfu w oczach, spoglądając na przerażone twarze niewiast.
Było to długotrwałe omdlenie, lecz wreszcie pani Nutter odzyskała przytomność. A gdy jej mętne spojrzenie padło na panią Matchwell, która stała pochmurna i nieruchoma między oknami, z ust jej wydarł się następny, głośny i przeraźliwy krzyk; objąwszy ramionami szyję pani Mac wrzasnęła:
— Och! pani Mac, ona tam jest — ona tam jest — tam jest!
Krzyczała tak przeraźliwie i wydawała się tak mocno przerażona, że Mary Matchwell, cała w czerni, z dziwnym szyderczym uśmiechem na bladej twarzy, wysunęła się z pokoju, przeszła przez sień i niczym zły duch, który spełniwszy prawie swe zadanie opuścił ofiarę na pewien czas, weszła do małego saloniku po drugiej stronie.
— Nie, droga moja, nie, nie ma jej tu. Poszła sobie,
www.raido-sport.pl



