Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 35
moja droga, naprawdę poszła — odparła pani Mac sama wielce przerażona.
— Och! Poszła sobie. Czy ona, czy ona poszła? — krzyczała pani Nutter rozglądając się po pokoju jak dziecko, któremu śniło się coś strasznego.
— Ona poszła, madame, droga pani. Nie ma jej tu... na ten krzyż przysięgam, ona poszła! — zapewniała równie wystraszona i rozgorączkowana Betty, przychodząc z pomocą pani Mac.
— Och! Och! Betty, gdzie on poszedł? Och! Pani Mac — och! Nie — nie— nigdy! To nie może być — to niemożliwe. Tonie on — on nigdy tego nie uczynił.
— Zapewniam panią, madame, coś jest nie w porządku z głową mojej pani! — krzyknęła biedna Betty u kresu wytrzymałości.
— Tam, tam teraz, Sally, kochanie, tam — powiedziała przestraszona pani Mac, klepiąc panią Nutter po plecach. — Tam — tam — tam — widzę go! — krzyknęła znów biedna dama.
— Och! Charley... Charley... na pewno... na pewno dobrze nie widziałam, to nie było rzeczywiste.
— Niech się pani nie dręczy, droga pani! — prosiła Betty.
Wtem pani Mac spojrzała przez ramię w kierunku, w którym patrzyła pani Nutter, i nie wiedząc, czy to była cielesna obecność kogoś, czy też zjawa wywołana zaklęciami Mary Matchwell, ujrzała wstrząśnięta mroczne rysy i białe gałki oczu samego Nuttera, który patrzył wprost na obie kobiety stojąc w otwartych drzwiach.
— Sally, co ci dolega, kochanie? — spytał podchodząc do żony dwoma szybkimi krokami.
— Och! Charley... to był sen... nic więcej... zły sen, Charley. Och, powiedz, że to sen... — krzyknęła przerażona, biedna mała kobietka... — Och! Ona nadchodzi! Ona nadchodzi! — wrzasnęła znów przeraźliwie.
— Kto? O co chodzi? — krzyknął Nutter kierując spojrzenie tam, gdzie spoglądała jego biedna żona, uniesiony gniewem i całkiem oszołomiony; wówczas spostrzegł ową. niesamowitą kobietę, która weszła za nim do pokoju. Gdy tak patrzył na tę bladą, złą twarz i postać w czerni, ta
— Och! Poszła sobie. Czy ona, czy ona poszła? — krzyczała pani Nutter rozglądając się po pokoju jak dziecko, któremu śniło się coś strasznego.
— Ona poszła, madame, droga pani. Nie ma jej tu... na ten krzyż przysięgam, ona poszła! — zapewniała równie wystraszona i rozgorączkowana Betty, przychodząc z pomocą pani Mac.
— Och! Och! Betty, gdzie on poszedł? Och! Pani Mac — och! Nie — nie— nigdy! To nie może być — to niemożliwe. Tonie on — on nigdy tego nie uczynił.
— Zapewniam panią, madame, coś jest nie w porządku z głową mojej pani! — krzyknęła biedna Betty u kresu wytrzymałości.
— Tam, tam teraz, Sally, kochanie, tam — powiedziała przestraszona pani Mac, klepiąc panią Nutter po plecach. — Tam — tam — tam — widzę go! — krzyknęła znów biedna dama.
— Och! Charley... Charley... na pewno... na pewno dobrze nie widziałam, to nie było rzeczywiste.
— Niech się pani nie dręczy, droga pani! — prosiła Betty.
Wtem pani Mac spojrzała przez ramię w kierunku, w którym patrzyła pani Nutter, i nie wiedząc, czy to była cielesna obecność kogoś, czy też zjawa wywołana zaklęciami Mary Matchwell, ujrzała wstrząśnięta mroczne rysy i białe gałki oczu samego Nuttera, który patrzył wprost na obie kobiety stojąc w otwartych drzwiach.
— Sally, co ci dolega, kochanie? — spytał podchodząc do żony dwoma szybkimi krokami.
— Och! Charley... to był sen... nic więcej... zły sen, Charley. Och, powiedz, że to sen... — krzyknęła przerażona, biedna mała kobietka... — Och! Ona nadchodzi! Ona nadchodzi! — wrzasnęła znów przeraźliwie.
— Kto? O co chodzi? — krzyknął Nutter kierując spojrzenie tam, gdzie spoglądała jego biedna żona, uniesiony gniewem i całkiem oszołomiony; wówczas spostrzegł ową. niesamowitą kobietę, która weszła za nim do pokoju. Gdy tak patrzył na tę bladą, złą twarz i postać w czerni, ta
www.raido-sport.pl



