Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 38
nadającym się do roli pielęgniarki, zwłaszcza podczas napadu histerii.
Wyszedł z kasetką w rękach.
— Moggy — powiedział cicho — spostrzegłszy w mroku drugą służącą, która właśnie przechodziła obok schodów — weź tę kasetkę i zanieś do naszej sypialni. — To jest dla pani; powiedz jej o tym.
Dziewczyna zaniosła kasetkę na górę; lecz biedna pani Nutter nie była w stanie niczego pojąć, mówiła całkiem nieprzytomnie i stan jej zdawał się raczej pogarszać niż polepszać.
Nutter stał sam w sieni zwrócony tyłem do drzwi, którymi właśnie wszedł, z rękoma w kieszeniach i z niezmiennym posępnym, gniewnym wyrazem twarzy.
— A więc wreszcie Sturk postawi na swoim — mruknął.
Po przeciwnej stronie sieni 'wisiały jego pistolety na wyłożonej boazerią ścianie; gdy je spostrzegł, a nastąpiło to dopiero po dłuższej chwili, gdyż choć patrzył na nie, widział w rzeczywistości poprzez odrapaną boazerię całkiem inne, odległe o trzysta mil stąd przedmioty, gdy je więc spostrzegł, mruknął tym samym tonem:
— Chciałbym, by jedna z tych kul przeszyła moją, a druga jego głowę.
Tu nastąpiły soczyste przekleństwa. Następnie Nutter klepnął się po kieszeniach jak ktoś, kto sprawdza przed wyjściem z domu, czy klucze i inne drobiazgi, które zwykle nosi przy sobie, są w porządku. Lecz wyraz jego twarzy był roztargniony, jak gdyby myśli błądziły gdzieś daleko. Wzrok wbił w ziemię, zatopiony głęboko w niespokojnym rozmyślaniu; po chwili znów podniósł oczy i spojrzał na pistolety połyskujące zimnym blaskiem na przeciwległej ścianie, jakby gotowe na wszystko. Zdjął jeden gwałtownym ruchem, zważył  go w ręku i znów popadł w zamyślenie, otwierając i zamykając z trzaskiem panewkę; robił to czas dłuższy w głębokim zamyśleniu, przy akompaniamencie owego dźwięku przypominającego kastaniety; wreszcie otrząsnął się z tych Bóg wie jakich marzeń, powiesił na powrót broń przy drugim pistolecie i rozejrzał się wokół.
Drzwi sieni były otwarte, tak jak pozostawiła je Mary Matchwell. Nutter stanął na progu, skąd dochodziły go przytłumione krzyki i płacz biednej, rozhisteryzowanej pani