Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 39
Nutter. Stał tak dłuższą chwilę, tymczasem podręczny chłopak doktora Toole'a wszedł niepostrzeżenie tylnym wejściem i usiadł w sieni. Czekał na pustą buteleczkę po wywarze, w zamian za pełną flaszkę tego samego przyjemnego napoju, który właśnie przyniósł; lekarstwa bowiem były jedną ze słabostek biednej pani Nutter, choć na szczęście dla niej tnie połykała nawet połowy tego, co dostarczano do jej domu.
Gdy Nutter odwrócił się, chłopak, chytry, gadatliwy próżniak — znał go dobrze — czytał właśnie drukowaną kartkę, którą podniósł z podłogi, na której odcisnęła się podeszwa Nuttera, nabita ćwiekami. Na odwrocie kartki było napisane: „Dla pani Macnamara z wyrazami szacunku od jej uniżonej sługi M.M."
— Cóż to jest, mój panku? — wrzasnął Nutter.
— Dla pani Nutter, przypuszczam, panie — odparł urwis zrywając się na równe nogi.
— Pani Nutter — powtórzył Nutter — nie... dla pani Macnamara — i wsunął kartkę do kieszeni surduta.
— A cóż cię tu sprowadza, mój panku? — dodał ostro, gdyż myślał, że wszyscy go teraz szpiegują, a jak wspomniałem, znał chłopca jako gadatliwego cwaniaka, zarażonego gadulstwem przez swego pana, który go wyszkolił.
— Chodź tu, kobieto! — krzyknął do Moggy, która znów tamtędy przechodziła — daj temu nędznemu łotrzykowi odpowiedź i uważaj, mój panku, jeżeli znów przyłapię cię węszącego tutaj, przyłożę ci ten bat do grzbietu.
Nutter wrócił do małego pokoiku.
— Jak się czujesz, Jemmie — jak twoje kosteczki? — spytała Moggy chłopca, gdy jego wzburzenie nieco minęło.
— Dziękuję, wspaniale — odpowiedział. — Ale co się dzieje z wami wszystkimi? Przyszedłem przez kuchnię i nikogo nie widziałem.
— Och! Czyż nie słyszałeś? Biedna pani, z nią jest tak źle, że gorzej być nie może. — I tu zaczęły się szeptane zwierzenia, przerwane gwałtownie ponownym zjawieniem się Nuttera; miał na sobie skórzany pas, który zwykle nosił wieczorem, i krótką szpadę przy boku zatkniętą za pas, zwaną couteau de chasse, oraz ciężką laskę w ręku.
— Przygotuj mi herbatę, dziewczyno. Za pół godziny — powiedział tym razem spokojnie, choć nadal surowym to-