Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 4
się, że jest zakochany w małej Lily i nic nie może na to poradzić.
Mówiąc to proboszcz zaśmiał się z czułością wyciągając tom, który dość mocno tkwił pomiędzy innymi książkami, nie mógł więc odwrócić się, by spojrzeć na córkę. Prawdę mówiąc przypuszczał, że się zarumieniła, i nie chciał wprawiać jej w jeszcze większe zakłopotanie. Proboszcz, choć w dalszym ciągu wykonywał owe proste czynności, otrzepując okładki książek, zdmuchując pył z ich grzbietów i zajmując się tym po prostu i zwyczajnie, sam się zaczerwienił i był wytrącony z równowagi; gdyż choć myślał czasem o małżeństwie córki jako o czymś, co musi nastąpić, jednak wciąż wydawało mu się to bardzo odległe. A teraz, teraz miało się to stać, mała Lily miała naprawdę wyjść za mąż i odjechać... i nie ujrzą już jej więcej swojskie kąty, a wieczorami brak będzie jej szczebiotu i gry; ogród opustoszeje, a „Wiązy" staną się posępne bez Lily.
— On chce poślubić moją małą Lily, jeśli tylko ona go zechce. I cóż, moje kochanie? Cóż, życzysz sobie, abym mu odpowiedział? — rzekł bardzo wesoło.
— Kochany, to t y jesteś moim ukochanym i twoja mała Lily nigdy, przenigdy cię nie opuści i pozostanie. — Po tych słowach urwała się jej krótka przemowa, gdyż Lily rozpłakała się, otoczywszy ramionami szyję ojca; a staruszek także zapłakał, uśmiechając się i głaszcząc jej zgrabną główkę, i wreszcie rzekł. — Niech cię Bóg błogosławi, mój skarbie.
— No więc, mała Lily, czy chcesz go? — spytał po krótkiej chwili.
— Nie, najdroższy, nie! — odparła łkając nadal.
— Nie chcesz go?
— Nie, nie... nigdy!
— No cóż, mała Lily, nie odpiszę mu dzisiaj. Wiesz, że nie ma pośpiechu. I jeśli do jutra nie zmienisz zdania, powiesz mi po prostu, że chcesz, abym doń napisał.
— Zmienić zdania nie mogę, moja odpowiedź zawsze będzie taka sama — zawsze taka sama.
Pocałowała ojca ponownie i podeszła do drzwi, lecz odwróciła się i wycierając oczy rzekła z uśmiechem: — Nie, twoja mała Lily pozostanie ze swym kochanym staruszkiem i będzie pogodną starą panną jak ciotka Becky. I będę
Mówiąc to proboszcz zaśmiał się z czułością wyciągając tom, który dość mocno tkwił pomiędzy innymi książkami, nie mógł więc odwrócić się, by spojrzeć na córkę. Prawdę mówiąc przypuszczał, że się zarumieniła, i nie chciał wprawiać jej w jeszcze większe zakłopotanie. Proboszcz, choć w dalszym ciągu wykonywał owe proste czynności, otrzepując okładki książek, zdmuchując pył z ich grzbietów i zajmując się tym po prostu i zwyczajnie, sam się zaczerwienił i był wytrącony z równowagi; gdyż choć myślał czasem o małżeństwie córki jako o czymś, co musi nastąpić, jednak wciąż wydawało mu się to bardzo odległe. A teraz, teraz miało się to stać, mała Lily miała naprawdę wyjść za mąż i odjechać... i nie ujrzą już jej więcej swojskie kąty, a wieczorami brak będzie jej szczebiotu i gry; ogród opustoszeje, a „Wiązy" staną się posępne bez Lily.
— On chce poślubić moją małą Lily, jeśli tylko ona go zechce. I cóż, moje kochanie? Cóż, życzysz sobie, abym mu odpowiedział? — rzekł bardzo wesoło.
— Kochany, to t y jesteś moim ukochanym i twoja mała Lily nigdy, przenigdy cię nie opuści i pozostanie. — Po tych słowach urwała się jej krótka przemowa, gdyż Lily rozpłakała się, otoczywszy ramionami szyję ojca; a staruszek także zapłakał, uśmiechając się i głaszcząc jej zgrabną główkę, i wreszcie rzekł. — Niech cię Bóg błogosławi, mój skarbie.
— No więc, mała Lily, czy chcesz go? — spytał po krótkiej chwili.
— Nie, najdroższy, nie! — odparła łkając nadal.
— Nie chcesz go?
— Nie, nie... nigdy!
— No cóż, mała Lily, nie odpiszę mu dzisiaj. Wiesz, że nie ma pośpiechu. I jeśli do jutra nie zmienisz zdania, powiesz mi po prostu, że chcesz, abym doń napisał.
— Zmienić zdania nie mogę, moja odpowiedź zawsze będzie taka sama — zawsze taka sama.
Pocałowała ojca ponownie i podeszła do drzwi, lecz odwróciła się i wycierając oczy rzekła z uśmiechem: — Nie, twoja mała Lily pozostanie ze swym kochanym staruszkiem i będzie pogodną starą panną jak ciotka Becky. I będę
www.raido-sport.pl



