Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 40
nem, udając, że nie widzi trzęsącego się ze strachu chłopca, który przypisał na pierwszy rzut oka owe wojenne przygotowania postanowieniu Nuttera, jakoby ów bezzwłocznie zamierzał wykonać egzekucję na jego osobie. — Gdy herbata będzie gotowa, znajdziesz mnie w ogrodzie — dodał Nutter.
Po czym wyszedł zamaszystym krokiem, otwierając szeroko furtkę w gęstym żywopłocie okalającym ogród. Z laską na ramieniu zszedł szybkim, stanowczym krokiem nad rzekę, której brzegiem biegła ładna spacerowa ścieżka, obrzeżona gęstym ligustrowym żywopłotem i rzędem starych grusz.
I od tej chwili wszelki słuch o panu Nutterze zaginął na pewien czas.
 
XLVIII
ŁABĘDZIE NA WODZIE

Owego wieczoru, około godziny pół do siódmej Puddock przybył do mieszkania kapitana Cluffe'a i po raz ostatni minstrele odbyli próbę swych tęsknych i namiętnych pieśni. Pod zewnętrznym okryciem — które ci ostrożni trubadurzy włożyli częściowo dla zachowania tajemnicy, a częściowo dla wygody ciała, jako że wiatr po ulewnych deszczach w ostatnim tygodniu skręcił na wschód — ubrani byli „odświętnie".
Mimo że prawie nie rozmawiali z sobą o tym, każdy z nich przewidywał rozkoszne skutki owego spotkania. Puddock nie cenił Dangerfielda zbyt wysoko, a Cluffe uspokoił się całkowicie, z chwilą gdy oświadczyny Dangerfielda o rękę Gertrudy Chattesworth zostały odrzucone.
Gdyby nie ta przeklęta ulewa tamtej nocy, która zmusiła go do udania się co rychlej do swej kwatery (Cluffe bowiem doznał kilku ostrych ataków dziedzicznej w jego rodzinie podagry i bynajmniej nie miał zamiaru umierać z miłości), ów gentleman pewien był, że ostatnie akordy pierwszego duetu, wznoszące się z łąk Belmont jako dźwięki uroczej rulady, które ułożył Puddock, oraz wzniosłe