Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 41
brzdęk-brzdęk jego romantycznego instrumentu sprawiłyby, iż w odpowiedzi otworzyłoby się okno salonu i ciotka Becky wezwałaby rozkazującym tonem wykonawców serenady do ujawnienia się, wejścia do domu i wzięcia udziału w wieczerzy.
Jedyną rzeczą, dającą Cluffe'owi nieco do myślenia i związaną w nieprzyjemny sposób z owym nieudanym wybuchem muzycznych zalotów, był jakiś mężczyzna oddalający się, jak panowie zdążyli spostrzec, spod otwartego okna — tego samego, przy którym Lilias Walsingham przypadkowo zaskoczyła swą przyjaciółkę Gertrudę. Mężczyzna miał na sobie płaszcz z pelerynką, skrojony dokładnie według fasonu noszonego przez Dangerfielda, i trójgraniasty kapelusz o silnie zwężonych rogach w stylu francuskim; Cluffe gotów był przysiąc, że widział taki sam kapelusz na głowie Dangerfielda kiedyś, wczesnym rankiem, gdy przypadkowo ujrzał go oglądającego groszki i tulipany w małym ogródku „Spiżowego Zamku" nad rzeką.
Istotnie Cluffe doszedł do wniosku, że tym człowiekiem musi być Dangerfield, i niech to diabli wezmą, na co potrzebne są jawnemu zalotnikowi takie potajemne sztuczki? Czyż było możliwe, że stary łajdak kierował jednak całkiem gdzie indziej swe nocne odwiedziny i trzymał ciotkę w szachu jako zabezpieczenie na wypadek, gdyby jego starania o rękę bratanicy doznały niepowodzenia? Tak grubymi nićmi szyte zamysły udawały się, Cluffe wiedział o tym; starsze niewiasty diabelnie łatwe były do zdobycia i kochały pieniądze, czasami nawet bardzo.
Nasi spryciarze postanowili, że nie pójdą do Belmont mostem w Chapelizod, gdyż wówczas musieliby przejść przez miasto, przed koszarami i pod samym szyldem „Feniksa". Nie, pójdą drogą Knockmaroon, przeprawią się przez rzekę promem i nie zauważeni ani nie podejrzewani przez nikogo dostaną się na obszar posiadłości Belmont od tyłu.
Tak więc zakochani muzykanci, którym sprzyjały ciemności, udali się w drogę; rozmawiali po cichu, więcej rozmyślając niż mówiąc; mały Puddock co pewien czas dotykał palcem struny swego instrumentu pod płaszczem, wygrywając w ten sposób słabe arpeggio.
Jedyną rzeczą, dającą Cluffe'owi nieco do myślenia i związaną w nieprzyjemny sposób z owym nieudanym wybuchem muzycznych zalotów, był jakiś mężczyzna oddalający się, jak panowie zdążyli spostrzec, spod otwartego okna — tego samego, przy którym Lilias Walsingham przypadkowo zaskoczyła swą przyjaciółkę Gertrudę. Mężczyzna miał na sobie płaszcz z pelerynką, skrojony dokładnie według fasonu noszonego przez Dangerfielda, i trójgraniasty kapelusz o silnie zwężonych rogach w stylu francuskim; Cluffe gotów był przysiąc, że widział taki sam kapelusz na głowie Dangerfielda kiedyś, wczesnym rankiem, gdy przypadkowo ujrzał go oglądającego groszki i tulipany w małym ogródku „Spiżowego Zamku" nad rzeką.
Istotnie Cluffe doszedł do wniosku, że tym człowiekiem musi być Dangerfield, i niech to diabli wezmą, na co potrzebne są jawnemu zalotnikowi takie potajemne sztuczki? Czyż było możliwe, że stary łajdak kierował jednak całkiem gdzie indziej swe nocne odwiedziny i trzymał ciotkę w szachu jako zabezpieczenie na wypadek, gdyby jego starania o rękę bratanicy doznały niepowodzenia? Tak grubymi nićmi szyte zamysły udawały się, Cluffe wiedział o tym; starsze niewiasty diabelnie łatwe były do zdobycia i kochały pieniądze, czasami nawet bardzo.
Nasi spryciarze postanowili, że nie pójdą do Belmont mostem w Chapelizod, gdyż wówczas musieliby przejść przez miasto, przed koszarami i pod samym szyldem „Feniksa". Nie, pójdą drogą Knockmaroon, przeprawią się przez rzekę promem i nie zauważeni ani nie podejrzewani przez nikogo dostaną się na obszar posiadłości Belmont od tyłu.
Tak więc zakochani muzykanci, którym sprzyjały ciemności, udali się w drogę; rozmawiali po cichu, więcej rozmyślając niż mówiąc; mały Puddock co pewien czas dotykał palcem struny swego instrumentu pod płaszczem, wygrywając w ten sposób słabe arpeggio.
www.raido-sport.pl



