Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 46
mimo diabelnie obcisłego stroju z energią wyzwoloną przez zwykły lęk podciągnął się dość wysoko; lecz osiągnąwszy miejsce, gdzie gałąź się rozwidlała, nie mógł wdrapać się wyżej, choć szarpał się jak ryba na haczyku. Lecz cóż mógł zdziałać taki pięćdziesięcioletni grubas jak Cluffe, zasznurowany i zapięty pod szyję; wylądował do góry nogami wśród listowia, a prawą łydkę miał uwięzioną w rozwidleniu gałęzi, co uniemożliwiało mu wszelkie ruchy, zwłaszcza że kapitan był o wiele za gruby i za ciężki dla tej gałęzi, która pochylała się coraz bardziej ku wodzie i trzeszczała ostrzegawczo wróżąc złamanie.
Z długim, świszczącym trzaskiem gałąź pochyliła się nad wodą i gdy tylko uschnięta jej część poszła w ślad za resztą leżącą już w wodzie, mężny nasz kapitan, zdusiwszy szloch, podwoił swe wysiłki, a wówczas nieubłagana gałąź poczęła opuszczać się coraz niżej, aż wreszcie pięknie utrefiony warkocz i woreczek peruki, a następnie upudrowana głowa i wreszcie przystojne oblicze kapitana Cluffe'a znalazły się pod powierzchnią wody. Gdy się to stało, Cluffe natychmiast uwolnił nogi z gałęzi z mglistym uczuciem, że jego ostatnia walka nad wodą jest skończona.
Stopy Cluffe'a niezwłocznie dotknęły dna; stał wyprostowany w wodzie sięgającej mu nieco powyżej pasa, całkiem poza zasięgiem głównego nurtu rzeki, w odległości pół tuzina kroków od brzegu, i znalazł się — prawie nie wiedząc, w jaki sposób — na terra firma, wśród małego kwiatowego ogródka pełnego krzaków bzu, szczodrzeńca i róż gęsto kolczastych, zaś przez okno znajdujące się tuż przy nim kogóż to ujrzał? we własnej osobie Dangerfielda, który właśnie wycierał ręce ręcznikiem. Stojąc tak przez chwilę ze strumieniem wody wypływającym z rękawów, Cluffe spostrzegł następnie, że Dangerfield wykonuje jakieś dziwne czynności i w końcu nalewa sobie i wypija szklaneczkę brandy; >na ów widok coś skusiło Cluffe'a, by bezzwłocznie wezwać jego pomocy, lecz nie pozwoliło mu na to wspomnienie kilku drobnych niegrzeczności, którymi obrzucił Dangerfielda w czasach, gdy podejrzewał go o pewne zamiary wobec ciotki Rebeki. W tejże chwili zauważył małą furtkę wychodzącą na drogę oraz Dangerfielda, który podszedł