Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 50
— Hej, Jemmy! — krzyknął człowiek i zagwizdał przez zakrzywione palce.
— Jemmy! — rzekł do chłopca, który zaraz się pojawił — biegnij do Toma Garreta w Millbridge i powiedz mu, że kapitan Cluffe utopił się nad jazem i żeby zabrał hak i sznur — teraz już pewnie minął most — tak, może jest teraz w „Królewskim Domu" — i jeśli przyniesie do domu ciało, żywe lub martwe, przed upływem godziny, kapitan Puddock, który tu stoi, da mu dwadzieścia gwinei nagrody. — Chłopak pobiegł.
— Nie znajduje się pan w zbyt wygodnym położeniu, jak sądzę — zauważył człowiek.
— Niech pan będzie tak dobry i powie mi, w jaki sposób, o ile w ogóle jest taki, mógłbym dostać się na którykolwiek brzeg rzeki — zaseplenił z godnością Puddock.
— Prawda, kapitanie, t o ciężka sprawa, do diabła, wydostać pana żywego z tego miejsca. Czy umie pan pływać?
— Nie, panie.
— A jak, u licha, pan się tam dostał?
— Za pozwoleniem, wolałbym raczej usłyszeć, panie, jak mam się stąd wydostać — odpowiedział Puddock wyniośle.
— Czy pan jest boso? — krzyknął człowiek.
— Nie, panie — odparł mały oficer, dość zdziwiony.
— I pan jest tam w butach?
— Oczywiście, panie — odparł Puddock.
— Ciśnij je pan niezwłocznie do wody — wrzasnął człowiek.
— Czemuż to? Mają wartościowe klamry, panie — sprzeciwił się Puddock.
— Czy chce pan rzec, że woli pan utopić się w klamrach, niż pozostać przy życiu w pończochach? — padła odpowiedź.
Nastąpiły teraz wzajemne wymówki, lecz koniec końców człowiek dostał się do Puddocka. Być może wyczyn ów nie był tak niebezpieczny, jak on to przedstawił, lecz z pewnością nie było to przyjemne. Puddock, mimo iż miał nierówne i śliskie oparcie dla nóg oraz grubo ciosany, niekształtny palik, którego mógł się uczepić, jedynie powoli i z trudem posuwał się od jednego palika do drugiego, aż