Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 52
ciało. Tymczasem grubas przez cały ów czas popijał w łóżku grzane wino z korzeniami i mlekiem!
Brady z kilkoma młodymi ludźmi pobiegł więc, jak mógł najszybciej — nikt nie szczędził wysiłków wykonując owo polecenie — a mały Puddock wraz z innym oficerem udali się w dół do mostu. Było to niedorzecznością.
W tymże czasie Lillyman biegł jak oszalały z mieszkania Cluffe'a przez Zaułek Marcina na ratunek Puddockowi, który w tej właśnie chwili, wraz ze swymi przyjaciółmi i przy pomocy długiej tyczki, grzebał w unoszącej się na wodzie plątaninie zwiędłych liści, darni i śmieci pod najbliższym przęsłem mostu, wierząc, że ma do czynienia z doczesnymi szczątkami Cluffe'a.
Lillyman dogonił Toole'a na rogu ulicy w samą porę, by usłyszeć tupot męskich nóg biegnących całym pędem w dół, gdzie za zakrętem drogi był most i krzyki dochodzące z koszar i placu parad wojskowych nad brzegiem rzeki.
Toole przyłączył się do biegnącego Lillymana.
— Cóż to, u diabła, za zgiełk i zamieszanie? — krzyknął.
— Puddock się utopił — wysapał Lillyman.
— Puddock! Niemożliwe! Gdzie? — wykrztusił Toole.
— Hej!... Czy oni o tym słyszeli... czy on się utopił? — krzyknął Lillyman do wartownika przed bramą.
— Utopił się? Tak, sir — odpowiedział wartownik salutując.
— Czy ktoś pobiegł na pomoc?
— Tak, sir, porucznik Brady i sierżant Blakeney z dziewięcioma ludźmi.
— Pójdź pan ze mną! — krzyknął do Toole'a, po czym obaj ruszyli w drogę. Słyszeli krzyki nad rzeką i biegli w tym kierunku ścieżką okrążającą „Królewski Dom" wymijając „Feniksa". Stary pułkownik Strafford, który cierpiał na podagrę i nie mógł biec, stał w drzwiach z surowym i niespokojnym wyrazem twarzy, wraz ze starym Trumble'em, Slowe'em i Trimmerem, kilkoma dziewkami służebnymi i posługaczami, którzy byli widoczni za ich plecami; wszyscy stali jak w osłupieniu.
— Przynieście mi wieści! — krzyknął pułkownik, gdy go mijali.
Lillyman był lepszym biegaczem. Toole, mocno zdysza-