Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 53
ny, lecz pełen męstwa, biegł z trudem z tyłu; Lillyman przeskoczył przez przełaz przy ścieżce nad rzeką; Toole dostrzegł jakiegoś oficera, który, jak mu się wydawało, był bardzo podobny do „biednego Puddocka"; ów oficer wszedł na drogę i ruszył śladem Lillymana. Doktor z kolei przeprawił się przez przełaz i puścił się najszybszym galopem, biegnąc za pulchnym oficerem, podniecony krzykiem z daleka, pełen straszliwej ciekawości i życzliwych uczuć.
Prawie naprzeciw Inchicore wyłowiono ogromną zdechłą świnię; Toole powiedział, że ku swemu zdziwieniu ujrzał Puddocka płaczącego nad ową świnią i wołającego: „Mój bracie!" Owa mała scenka wzbogaciła zapas biesiadnych opowieści doktora o nowy, bardzo chętnie słuchany monolog.
Toole, który kochał Puddocka, uściskał go serdecznie, a gdy już mógł złapać oddech, krzyknął z triumfem za gromadką ludzi na przedzie:
— Znalazł się, znalazł się!
— Och, dzięki niech będą Niebiosom! — krzyknął mały Puddock, podnosząc oczy ku niebu. — Lecz czy istotnie się znalazł?
Doktor bliski był myśli, że przebyte niebezpieczeństwa pomieszały rozum Puddockowi.
— On się znalazł, czy pan się znalazł? — krzyknął doktor, znów potrząsając jego rękami, którą to czynność uprzednio przerwał z przyczyny chwilowego zakłopotania.
— Ja... ee... och, drogi!... Ja nie całkiem pojmuję... czy on zginął? Na litość Boską, czy Cluffe zginął? — błagalnym głosem dopytywał się Puddock.
— Zginął w swej pościeli być może — krzyknął Lillyman, który przyłączył się do nich.
— Ale on się nie... on się nie utopił?
— Tfu! Utopił, istotnie! Chyba że się utopił w garnku z gorącą wodą, w którym moczy nogi.
— Gdzie on jest? Gdzie jest Cluffe?
— A niech to diabli! Jest w łóżku, w swym mieszkaniu, popijając od pół godziny gorący poncz.
— Ale czy jest pan tego pewien?
— Oczywiście! Widziałem go tam na własne oczy — odparł Lillyman i zaklął.
Biedny mały Puddock złożył ręce, wzniósł oczy ku niebu i wyrzucił z siebie płynące z głębi serca niemal histeryczne