Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 54
słowa dziękczynienia; albowiem już zdążył obciążyć swe sumienie śmiercią CIuffe'a i ulga, jaką odczuł, była nie do opisania.
Tymczasem starsi panowie zebrani w klubie pozostawali w pełnej napięcia niepewności i w owym nie całkiem nieprzyjemnym stanie przerażenia, w którym ludzie snują przykre domysły na temat "wypadków spotykających ich bliźnich. Po blisko dziesięciu minutach wszedł młody Spaight.
— A więc — powiedział pułkownik — czy Cluffe jest uratowany, czy... eh?
— Cluffe jest cały, tylko na pół utopiony; lecz biedny Puddock zginął.
— Co?!
— Utopił się podobno.
— Utopił się! Kto tak mówi? — powtórzył pułkownik,
— Cluffe, wszyscy.
— Otóż to! — zaklął siarczyście pułkownik, którego opuściła jego zwykła powściągliwość i stateczność, i cisnąwszy swój trójgraniasty kapelusz na środek stołu, dodał żałosnym tonem: — Człowiek, który nie potrafi przepłynąć jednego jardu, a pragnie uratować przed utonięciem takiego wielkiego, grubego gentlemana jak kapitan Cluffe i sam zostaje wciągnięty pod wodę, i tak... niech mnie... cóż teraz czynić?
Pułkownik począł rozpaczać i wpadł we wściekłość nie mogąc pojąć, jak mogło się to stać: — Cluffe i Puddock, dwaj najbardziej stateczni oficerowie w korpusie! — Miał diabelnie dobry pomysł, by wsadzić Cluffe'a do aresztu... głupcy... Puddock... było mu diabelnie przykro. Nie było bardziej prawego... et cetera. Doprawdy, była to bardzo gniewna i wzniosła mowa pogrzebowa, podczas której porucznik Puddock we własnej osobie wszedł w towarzystwie doktora Toole'a. Pułkownik urwał w pół słowa, z oczami i ustami szeroko otwartymi, i odezwał się wielce surowym tonem:
— Ja... ja... jestem bardzo zadowolony, że widzę pana całego i zdrowego, sir, i... i... przypuszczam, iż teraz usłyszę, że Cluffe się utopił? — po czym tupnął nogą, by podkreślić te słowa.
Gdy rozgrywały się wyżej opisane wypadki, kilku żołnierzy dotarło do Dublina. Był przypływ i woda bardzo
Tymczasem starsi panowie zebrani w klubie pozostawali w pełnej napięcia niepewności i w owym nie całkiem nieprzyjemnym stanie przerażenia, w którym ludzie snują przykre domysły na temat "wypadków spotykających ich bliźnich. Po blisko dziesięciu minutach wszedł młody Spaight.
— A więc — powiedział pułkownik — czy Cluffe jest uratowany, czy... eh?
— Cluffe jest cały, tylko na pół utopiony; lecz biedny Puddock zginął.
— Co?!
— Utopił się podobno.
— Utopił się! Kto tak mówi? — powtórzył pułkownik,
— Cluffe, wszyscy.
— Otóż to! — zaklął siarczyście pułkownik, którego opuściła jego zwykła powściągliwość i stateczność, i cisnąwszy swój trójgraniasty kapelusz na środek stołu, dodał żałosnym tonem: — Człowiek, który nie potrafi przepłynąć jednego jardu, a pragnie uratować przed utonięciem takiego wielkiego, grubego gentlemana jak kapitan Cluffe i sam zostaje wciągnięty pod wodę, i tak... niech mnie... cóż teraz czynić?
Pułkownik począł rozpaczać i wpadł we wściekłość nie mogąc pojąć, jak mogło się to stać: — Cluffe i Puddock, dwaj najbardziej stateczni oficerowie w korpusie! — Miał diabelnie dobry pomysł, by wsadzić Cluffe'a do aresztu... głupcy... Puddock... było mu diabelnie przykro. Nie było bardziej prawego... et cetera. Doprawdy, była to bardzo gniewna i wzniosła mowa pogrzebowa, podczas której porucznik Puddock we własnej osobie wszedł w towarzystwie doktora Toole'a. Pułkownik urwał w pół słowa, z oczami i ustami szeroko otwartymi, i odezwał się wielce surowym tonem:
— Ja... ja... jestem bardzo zadowolony, że widzę pana całego i zdrowego, sir, i... i... przypuszczam, iż teraz usłyszę, że Cluffe się utopił? — po czym tupnął nogą, by podkreślić te słowa.
Gdy rozgrywały się wyżej opisane wypadki, kilku żołnierzy dotarło do Dublina. Był przypływ i woda bardzo
www.raido-sport.pl



