Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 57
ściowe na klucz. Być może stan, w jakim biedna pani Nutter leżała na górze, zwiększył lęk i podniecenie obu kobiet. Betty siedziała u wezgłowia łóżka swej pani, Toole był tam również i chyba dał pani Nutter dawkę nasennego leku, gdyż zapadła w gorączkowy, chrapliwy sen — okropną namiastkę prawdziwego odpoczynku. Lecz przedtem pani miała dwa czy trzy straszne ataki, a w przerwach pomiędzy nimi bredziła i krzyczała. Może przyczyną przerażenia kobiet było zjawienie się Mary Matchwell, której zgubny wpływ w tak straszliwy sposób znalazł swe potwierdzenie w posępnym widowisku, jakie pozostawiła za sobą, lecz z całą pewnością żadna z nich nie oczekiwała niczego dobrego po przedłużającej się nieobecności ich pana; obie zaś miały przeczucie czegoś złego, o czym nie chciały mówić; dawały temu wyraz jedynie spojrzeniami, nasłuchiwaniem i długimi okresami milczenia. Światła palące się w gabinecie Nuttera zdawały się je zapraszać, więc obie kobiety rozsiadły się tam i zrobiły sobie herbatę w kuchennym imbryku, po czym. postawiły imbryk w schowku z boku kominka, nasłuchując przez cały czas odgłosów z pokoju pani Nutter i kroków jej męża na małym podwórku. To nasłuchiwanie wzmogło jeszcze ich niepokój; w dodatku od czasu do czasu słychać było postukiwanie w ramę okienną. Przypuszczalnie była to jedynie mała gałązka pnącej róży rozpiętej na murze, która słaniała się przy każdym podmuchu wietrzyka i stukała w szybę jak niewidzialne palce. Lecz, jak to się zdarza takim ludziom w podobnych okolicznościach, drobiazg ów diabelnie wystraszył Moggy i panią Macan.
Nagle z pokoju pani Nutter dał się słyszeć straszmy krzyk, więc obie kobiety zerwały się na równe nogi, bardzo blade. Wdowa Macan trzymając w ręku filiżankę, z której właśnie „piła duszkiem", i Moggy całkiem osłupiała poczęły modlić się szeptem; obie słyszały głośne krzyki przeplatane potokiem słów i głos Biddy uspokajającej chorą.
Biedna pani Nutter zerwała się nagle z narkotycznego snu z okropnym wrzaskiem, który przestraszył kobiety na dole. Potem zaczęła krzyczeć:
— Gdzie jestem? — i — Och, czarownica! Czarownica!
— Och! Nie, droga pani — odparła Betty — proszę się uspokoić, droga pani.
— Ja oszaleję!