Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 60
Położyła się zatem do łóżka i leżała jeszcze bardziej rozgorączkowana, gubiąc się w domysłach i malując sobie w myślach straszne obrazy, póki nie usłyszała piania pierwszego koguta w miasteczku i krakania kołującej nad okapem domu kawki, która wreszcie wyfrunęła w szarość poranku na znak, że nowy dzień się rozpoczął. Barney jednak nie wrócił.
Wkrótce po godzinie siódmej doktor Toole z Junoną, Cezarem Dydoną i Sneakiem u nóg złożył na poły przyjacielską, na poły urzędową wizytę w domu „Pod Młynem".
Biedna mała pani Nutter czuła się znacznie lepiej — spokój był dla niej najważniejszy — oczywiście po zażyciu sporej ilości leków; doktor pocieszył ją, jak umiał najlepiej, a potem odbył w sieni rozmowę z Moggy o zniknięciu Nuttera i o tym, że pani Macan widziała go, gdy stał nad rzeką, przy czym wdowa była ostatnią osobą, która widziała pana Nuttera w pobliżu domu; wówczas Toole'a uderzyła pewna myśl i omal się z nią nie 'zdradził, lecz powstrzymał się i spytał jedynie:
— Jaki kapelusz miał na głowie? Powiedziała mu.
— A czy kapelusz był oznaczony jego nazwiskiem lub w jakiś inny sposób?
— Dwoma dużymi literami — C i N.
— Rozumiem. A czy pamiętasz jeszcze jakiś inny znak, dzięki któremu mogłabyś go rozpoznać?
— Tak, oczywiście. Nie dalej niż w zeszłym miesiącu obrębiłam podszewkę czerwonym jedwabiem i dlatego pamiętam te litery.
— Rozumiem. I jesteś pewna, że ten właśnie kapelusz pan miał na głowie?
— Najzupełniej pewna — są przecie wszystkie pozostałe. Podeszła do wieszaka stojącego przed nimi i przejrzała wszystkie kapelusze wiszące na kołeczkach.
— Dobrze, a teraz proszę nie dopuścić, by pani popadła w skrajne przygnębienie... proszę ją podtrzymywać na duchu, Moggy, pamiętaj o tym. Powiedziałem jej, że pan przebywa u lorda Castlemallarda od wczorajszego wieczoru w ważnej sprawie, więc proszę nie mówić nic innego; proszę panią uspokoić i nieco rozweselić.
Toole wyszedł i udał się szybkim krokiem do miasta;
Wkrótce po godzinie siódmej doktor Toole z Junoną, Cezarem Dydoną i Sneakiem u nóg złożył na poły przyjacielską, na poły urzędową wizytę w domu „Pod Młynem".
Biedna mała pani Nutter czuła się znacznie lepiej — spokój był dla niej najważniejszy — oczywiście po zażyciu sporej ilości leków; doktor pocieszył ją, jak umiał najlepiej, a potem odbył w sieni rozmowę z Moggy o zniknięciu Nuttera i o tym, że pani Macan widziała go, gdy stał nad rzeką, przy czym wdowa była ostatnią osobą, która widziała pana Nuttera w pobliżu domu; wówczas Toole'a uderzyła pewna myśl i omal się z nią nie 'zdradził, lecz powstrzymał się i spytał jedynie:
— Jaki kapelusz miał na głowie? Powiedziała mu.
— A czy kapelusz był oznaczony jego nazwiskiem lub w jakiś inny sposób?
— Dwoma dużymi literami — C i N.
— Rozumiem. A czy pamiętasz jeszcze jakiś inny znak, dzięki któremu mogłabyś go rozpoznać?
— Tak, oczywiście. Nie dalej niż w zeszłym miesiącu obrębiłam podszewkę czerwonym jedwabiem i dlatego pamiętam te litery.
— Rozumiem. I jesteś pewna, że ten właśnie kapelusz pan miał na głowie?
— Najzupełniej pewna — są przecie wszystkie pozostałe. Podeszła do wieszaka stojącego przed nimi i przejrzała wszystkie kapelusze wiszące na kołeczkach.
— Dobrze, a teraz proszę nie dopuścić, by pani popadła w skrajne przygnębienie... proszę ją podtrzymywać na duchu, Moggy, pamiętaj o tym. Powiedziałem jej, że pan przebywa u lorda Castlemallarda od wczorajszego wieczoru w ważnej sprawie, więc proszę nie mówić nic innego; proszę panią uspokoić i nieco rozweselić.
Toole wyszedł i udał się szybkim krokiem do miasta;
www.raido-sport.pl



