Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 61
wszedł do koszar i poprosił o widzenie się z adiutantem, a następnie wyraził prośbę, by mu pokazano kapelusz, który kapral wyłowił przy „Krwawym Moście"; i, na Jowisza! Serca poczęło mu bić gwałtownie i poczuł, że blednie: widniały na nim te same duże litery C N, a podszewka obrębiona była niezdarnie czerwonym jedwabiem.
Toole wybiegł natychmiast i nim minęły trzy kwadranse, znalazł człowieka, który zabrał się do przeczesywania dna rzeki.
Proboszcz Walsingham powracający z rannej przejażdżki do Island Bridge ujrzał po drugiej stronie rzeki owego artystę przy pracy, z linami i wielkimi hakami, a ponieważ duchowny był człowiekiem o dociekliwym umyśle i nigdy przedtem nie widział tego rodzaju przedsięwzięcia, począł po krótkim namyśle wołać owego mężczyznę:
— Mój dobry człowieku, cóż tam łowisz?
— Zarządcę majątku — odparł Isaac Walton.
— Zarządcę majątku? — powtórzył proboszcz nie dowierzając własnym uszom.
Małomówny wędkarz nie odpowiedział.
— Jakiś gentleman utopił się tutaj? — nalegał dalej proboszcz Walsingham.
Człowiek rzucił mu jedynie spojrzenie przez ramię i kiwnął głową.
— Eh! A jego nazwisko, jeśli można wiedzieć?
— Stary Nutter z domu „Pod Młynem" — odparł. Proboszcz wydał okrzyk pełen smutku i popatrzył na
beztroskiego pracownika, który cały czas trzymał fajkę w zębach, co sprawiało, iż niechętny był wszelkiej rozmowie. Proboszcz chciałby zadać mu więcej pytań, lecz tamten był już blisko miasteczka, więc powstrzymał się. Tuż przy moście spotkał Toole'a, który oparłszy się o grzbiet proboszczowego konia, opowiedział proboszczowi Walsinghamowi dokładnie owo smutne wydarzenie.