Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 63
z sobą do czynienia, nigdy o tym nie mówimy i nie zdajemy się o sobie pamiętać — sądzę, że w żadnym wypadku nikogo to nie powinno obchodzić. Oto co mam do powiedzenia w tym przedmiocie.
— To prawda, Irons, szczera prawda; ty, ja i Sturk — to znaczy doktor — jesteśmy ludźmi spokojnymi i nie pragniemy się denerwować. Lecz myślę — czy i ty również? — po tym wszystkim, że lękamy się Charlesa Archera?
— Lękamy czy nie lękamy, nie chcę mówić ani d o niego, ani o nim — odparł surowo zakrystian, który wyglądał ponuro jak gradowa chmura.
— Ja również nie, ale jak wiesz, on jest tutaj i wiesz również, jaki z niego diabeł; a my nie możemy temu zaradzić — odparł Dangerfield wielce ubawiony.
Zakrystian spojrzał jedynie przez półprzymknięte powieki z tą samą cierpką 'miną w kierunku, w którym unosiła się na wodzie rzucona przez Dangerfielda linka, i zauważył:
— Straci pan muszki, sir.
— Co? — rzekł Dangerfield i zarzucił wędkę po raz wtóry dalej w nurt.
— Cokolwiek można by o nim sądzić, a jak sądzę, znam go dość dobrze — ciągnął Dangerfield z jednakowym ożywieniem — Charles Archer, pojmujesz, mógłby pozbyć się każdego z nas bez najmniejszych wyrzutów sumienia w takim czasie i w taki sposób, jaki by mu najbardziej odpowiadał. Doktor Sturk posłał mu pismo, które, o ile wiem, sprowokuje go, gdyż brzmi jak groźba. Jeśli on je tak odczyta, uwierz mi, że położy Sturka na obie łopatki w taki czy inny sposób, więc martwię się o niego, gdyż życzyłem mu dobrze; lecz jeśli będzie bawił się z diabłem w przechwałki, nie będę mógł mu pomóc.
— Jestem człowiekiem, który trzyma język za zębami; nigdy nie gadam, nawet przy kieliszku. Jestem człowiekiem spokojnym, nie zabijaką, i chcę żyć spokojnie — powiedział szybko Irons.
— Jesteś uczniem mojej szkoły i masz słuszność, Irons, to i moja zasada; ja nigdy w rozmowach nie wspominam Charlesa, jedynie tylko gdy mówię do dwóch czy trzech osób, które go spotykają, i to tylko wówczas, gdy jestem do tego zmuszony; tak właśnie jak i ty; ludzi tego pokroju zawsze traktuję spokojnie i nieźle na tym wycho-
— To prawda, Irons, szczera prawda; ty, ja i Sturk — to znaczy doktor — jesteśmy ludźmi spokojnymi i nie pragniemy się denerwować. Lecz myślę — czy i ty również? — po tym wszystkim, że lękamy się Charlesa Archera?
— Lękamy czy nie lękamy, nie chcę mówić ani d o niego, ani o nim — odparł surowo zakrystian, który wyglądał ponuro jak gradowa chmura.
— Ja również nie, ale jak wiesz, on jest tutaj i wiesz również, jaki z niego diabeł; a my nie możemy temu zaradzić — odparł Dangerfield wielce ubawiony.
Zakrystian spojrzał jedynie przez półprzymknięte powieki z tą samą cierpką 'miną w kierunku, w którym unosiła się na wodzie rzucona przez Dangerfielda linka, i zauważył:
— Straci pan muszki, sir.
— Co? — rzekł Dangerfield i zarzucił wędkę po raz wtóry dalej w nurt.
— Cokolwiek można by o nim sądzić, a jak sądzę, znam go dość dobrze — ciągnął Dangerfield z jednakowym ożywieniem — Charles Archer, pojmujesz, mógłby pozbyć się każdego z nas bez najmniejszych wyrzutów sumienia w takim czasie i w taki sposób, jaki by mu najbardziej odpowiadał. Doktor Sturk posłał mu pismo, które, o ile wiem, sprowokuje go, gdyż brzmi jak groźba. Jeśli on je tak odczyta, uwierz mi, że położy Sturka na obie łopatki w taki czy inny sposób, więc martwię się o niego, gdyż życzyłem mu dobrze; lecz jeśli będzie bawił się z diabłem w przechwałki, nie będę mógł mu pomóc.
— Jestem człowiekiem, który trzyma język za zębami; nigdy nie gadam, nawet przy kieliszku. Jestem człowiekiem spokojnym, nie zabijaką, i chcę żyć spokojnie — powiedział szybko Irons.
— Jesteś uczniem mojej szkoły i masz słuszność, Irons, to i moja zasada; ja nigdy w rozmowach nie wspominam Charlesa, jedynie tylko gdy mówię do dwóch czy trzech osób, które go spotykają, i to tylko wówczas, gdy jestem do tego zmuszony; tak właśnie jak i ty; ludzi tego pokroju zawsze traktuję spokojnie i nieźle na tym wycho-
www.raido-sport.pl



