Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 64
dzę. Sturk dobrze by uczynił, gdyby ponownie zastanowił się nad swym listem. Gdybym j a był w jego skórze, nie wziąłbym do ust ani jajka, ani agrestu, ani nie wypiłbym szklanki czystej wody z tej rzeki, póki Charles jest w okolicy, a mianowicie ze strachu przed trucizną! Niech go licho porwie! I pomyśleć, iż po takim liście Sturk oczekuje, że będzie Archera spotykał i przechadzał się z nim, tak jak my obaj czynimy. Czy widzisz to drzewo?
Była to potężna topola zaledwie o krok od ramienia Ironsa; przy słowie „drzewo" ręka Dangerfielda uniosła się i ostra detonacja wystrzału z pistoletu ogłuszyła zakrystiana.
— Twierdzę — rzekł Dangerfield z nagłym śmiechem widząc, że Irons drgnął, gdy kłąb dymu przesłonił na chwilę twarz rozmówcy — że wpakowałby kulkę w serce tego łajdaka tak szybko i niespodziewanie, jak ja strzeliłem w to drzewo — kula przeszyła pień dokładnie pośrodku — i przysiągłby, że tamten chciał go ograbić.
Irons wpatrywał się w Dangerfielda, blady, spod przymrużonych powiek, lecz nie odpowiedział. Sądzę, że zgadzał się z przerażającą oceną charakteru Charlesa Archera, którą wygłosił Dangerfield.
— Lecz musimy oddać diabłu sprawiedliwość; Charles potrafi czasem uczynić coś dobrego. Sam to osądzisz. Wydaje mi się, że widział cię, a ty jego, tutaj, w tym mieście, przed kilkoma miesiącami, i poznaliście się nawzajem; od owej pory znów go widziałeś i postąpiłeś podobnie; nic nie rzekłeś, a jemu spodobała się twoja postawa, więc mam nadzieję, że przejmiesz to, co sądząc po ciężarze, jest niewielkim rulonem gwinei.
Podczas owego przemówienia Irons sprawiał wrażenie zarówno zagniewanego, jak przestraszonego; patrzył ponuro przed siebie na wodę, a wargi jego poruszały się, jak gdyby przez cały czas powtarzał po cichu zasłyszane słowa.
Gdy Dangerfield wręczył mu ów mały rulonik, Irons miał podejrzliwą i przestraszoną minę; ważył chwilę ów rulonik w ręku, jak gdyby chciał go od siebie odrzucić jak zapłatę od samego szatana.
Lecz trudno jest rozstać się z pieniędzmi, więc Irons, choć nadal zastraszony i nieszczęśliwy, wsunął pieniądze do kieszeni bryczesów, wykonał dziwaczny ukłon i rzekł: