Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 65
— Pan wie, sir, że nigdy nie prosiłem nawet o ćwierć pensa.
— Tak, on też tak powiada — odparł Dangerfield.
— I — dodał Irons z przekleństwem na poparcie swych słów — nigdy nie spodziewałem się, że będę o szylinga bogatszy dzięki niemu.
— Wie on o tym; a teraz znasz przyczynę, dla której wspomniałem Charlesa Archera. Umieściwszy złoto w twym ręku, skończyłem z nim i nie będziemy już mieli sposobności, mam nadzieję, wymawiać jego imienia przez czas dłuższy — rzekł Dangerfield.
Nastąpiło długie, orzeźwiające milczenie; Dangerfield zabrał się do łowienia ryb raz po raz zarzucając wędkę. Nie udało mu się niczego złowić, lecz nie zmienił muszek.
Nie wyglądał na zmartwionego; w rzeczy samej być może nawet tego nie dostrzegł. Po dwudziestu minutach bezowocnie spędzonych odezwał się nagle, jak gdyby kończąc ostatnie zdanie:
— A jeśli mowa o tych pieniądzach, będziesz musiał być ostrożny; sto gwinei nie zawsze przychodzi uczciwą drogą do człowieka. Żona twoja pije. Przypuśćmy, że jakiś krewny w Anglii pozostawił ci testamentem to złoto. Byłoby lepiej, gdyby ona się o tym nie dowiedziała; wręcz dyskretnie te pieniądze wielebnemu Walsinghamowi, aby je przechował dla ciebie, i podaj mu przyczynę. On podejmie się pieczy nad owym depozytem i nikomu nic nie powie. To jest twój plan, pamiętaj.
Wówczas zapadło znów długie milczenie; Dangerfield podjął poważne wysiłki, by złowić kilka pstrągów, a gdy złowił ich już pół tuzina, zmęczyła go całkowicie rozrywka, więc w towarzystwie Ironsa udał się wolnym krokiem w kierunku domu, gdzie czekały nań zdumiewające wieści.
— Tak, on też tak powiada — odparł Dangerfield.
— I — dodał Irons z przekleństwem na poparcie swych słów — nigdy nie spodziewałem się, że będę o szylinga bogatszy dzięki niemu.
— Wie on o tym; a teraz znasz przyczynę, dla której wspomniałem Charlesa Archera. Umieściwszy złoto w twym ręku, skończyłem z nim i nie będziemy już mieli sposobności, mam nadzieję, wymawiać jego imienia przez czas dłuższy — rzekł Dangerfield.
Nastąpiło długie, orzeźwiające milczenie; Dangerfield zabrał się do łowienia ryb raz po raz zarzucając wędkę. Nie udało mu się niczego złowić, lecz nie zmienił muszek.
Nie wyglądał na zmartwionego; w rzeczy samej być może nawet tego nie dostrzegł. Po dwudziestu minutach bezowocnie spędzonych odezwał się nagle, jak gdyby kończąc ostatnie zdanie:
— A jeśli mowa o tych pieniądzach, będziesz musiał być ostrożny; sto gwinei nie zawsze przychodzi uczciwą drogą do człowieka. Żona twoja pije. Przypuśćmy, że jakiś krewny w Anglii pozostawił ci testamentem to złoto. Byłoby lepiej, gdyby ona się o tym nie dowiedziała; wręcz dyskretnie te pieniądze wielebnemu Walsinghamowi, aby je przechował dla ciebie, i podaj mu przyczynę. On podejmie się pieczy nad owym depozytem i nikomu nic nie powie. To jest twój plan, pamiętaj.
Wówczas zapadło znów długie milczenie; Dangerfield podjął poważne wysiłki, by złowić kilka pstrągów, a gdy złowił ich już pół tuzina, zmęczyła go całkowicie rozrywka, więc w towarzystwie Ironsa udał się wolnym krokiem w kierunku domu, gdzie czekały nań zdumiewające wieści.
www.raido-sport.pl



