Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 67
Będzie to smutna nowina po tamtej stronie ulicy — i spojrzał posępnym wzrokiem na dom doktora skłaniając lekko głowę.
Następnie podobnie jak inni począł rozpytywać chłopca. Nie mógł on im wiele powiedzieć powtarzając wciąż w kółko tę samą historię. Idąc z miasta i niosąc herbatę, tytoń, parę bucików i butelkę whisky dla starej pani Tresham, natknął się niespodzianie na ciało w gęstwinie leśnej, wśród krzaków jeżyn. Nie mógł się mylić, gdyż doktor Sturk miał odznaki pułkowe; ciało było pokrwawione; chłopiec nie tknął go ani nie podszedł bliżej niż na odległość muszkietu; przestraszony takim widokiem w owym opustoszałym miejscu, uciekł czym prędzej wprost do koszar, gdzie zdał sprawę z tego, co widział.
W tejże chwili z koszar wyszedł sierżant Bligh ze swymi ludźmi. Dwóch z nich niosło nosze z materacem i płaszczami. Ustawili się i szybkim krokiem w towarzystwie adiutanta udali się przez miasto do parku. Towarzyszył im pan Lowe; w parkowej alejce spotkali wszędobylskiego doktora Toole'a, który się do nich przyłączył.
Dangerfield szedł jakiś czas przy koniu adiutanta, wreszcie rzekł:
— Tyle się dziś rano nachodziłem, że nie mogę już więcej, a ponieważ macie dość rąk do pomocy, wrócę do domu, lecz przedtem powiem panu parę słów na ucho. Jak pan wie, sir, pogrzeby są kosztowne, a przypadkowo wiem, że biednego Sturka nękał brak pieniędzy; prawdę mówiąc zaledwie przedwczoraj sam pożyczyłem mu drobną kwotę. A więc pragnąłbym pana prosić, by zawiadomił pan biedną panią Sturk drogą, jaką uzna pan za stosowną, że może ona podjąć z mego konta sto funtów, jeśli będzie tego potrzebowała.
— Dziękuję panu, panie Dangerfield. Z pewnością to uczynię.
Dangerfield uchylił kapelusza i pozostał z tyłu. Zatrzymał się spoglądając za tamtymi, póki nie znikli mu z oczu za szczytem wzgórza.
Gdy wszedł do małego saloniku w Spiżowym Zamku, obiad był już na stole. Nie miał jednak wielkiego apetytu, stanął więc przy oknie spoglądając na rzekę, z rękoma w kieszeniach i z dziwnie bladą, uśmiechniętą twarzą, którą rozjaśniał błysk srebrnych okularów.
Następnie podobnie jak inni począł rozpytywać chłopca. Nie mógł on im wiele powiedzieć powtarzając wciąż w kółko tę samą historię. Idąc z miasta i niosąc herbatę, tytoń, parę bucików i butelkę whisky dla starej pani Tresham, natknął się niespodzianie na ciało w gęstwinie leśnej, wśród krzaków jeżyn. Nie mógł się mylić, gdyż doktor Sturk miał odznaki pułkowe; ciało było pokrwawione; chłopiec nie tknął go ani nie podszedł bliżej niż na odległość muszkietu; przestraszony takim widokiem w owym opustoszałym miejscu, uciekł czym prędzej wprost do koszar, gdzie zdał sprawę z tego, co widział.
W tejże chwili z koszar wyszedł sierżant Bligh ze swymi ludźmi. Dwóch z nich niosło nosze z materacem i płaszczami. Ustawili się i szybkim krokiem w towarzystwie adiutanta udali się przez miasto do parku. Towarzyszył im pan Lowe; w parkowej alejce spotkali wszędobylskiego doktora Toole'a, który się do nich przyłączył.
Dangerfield szedł jakiś czas przy koniu adiutanta, wreszcie rzekł:
— Tyle się dziś rano nachodziłem, że nie mogę już więcej, a ponieważ macie dość rąk do pomocy, wrócę do domu, lecz przedtem powiem panu parę słów na ucho. Jak pan wie, sir, pogrzeby są kosztowne, a przypadkowo wiem, że biednego Sturka nękał brak pieniędzy; prawdę mówiąc zaledwie przedwczoraj sam pożyczyłem mu drobną kwotę. A więc pragnąłbym pana prosić, by zawiadomił pan biedną panią Sturk drogą, jaką uzna pan za stosowną, że może ona podjąć z mego konta sto funtów, jeśli będzie tego potrzebowała.
— Dziękuję panu, panie Dangerfield. Z pewnością to uczynię.
Dangerfield uchylił kapelusza i pozostał z tyłu. Zatrzymał się spoglądając za tamtymi, póki nie znikli mu z oczu za szczytem wzgórza.
Gdy wszedł do małego saloniku w Spiżowym Zamku, obiad był już na stole. Nie miał jednak wielkiego apetytu, stanął więc przy oknie spoglądając na rzekę, z rękoma w kieszeniach i z dziwnie bladą, uśmiechniętą twarzą, którą rozjaśniał błysk srebrnych okularów.
www.raido-sport.pl



