Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 72
W miarę jak ciepło łóżka poczynało działać, oznaki życia pojawiały się coraz wyraźniej. Toole wiedział jednak, że jego pacjent znajduje się w stanie omdlenia, i nie miał nadziei, by Sturk mógł się zeń wydobyć.
Biedna mała pani Sturk, biała jak ściana, z błagalnym spojrzeniem utkwionym w czerstwym obliczu lekarza pogrążonego w rozważaniach, wybuchnęła potokiem łez, dziękczynień i błogosławieństw.
— Wyzdrowieje, coś mówi mi, że wyzdrowieje, och, mój Barney, kochanie, wyzdrowiejesz, wyzdrowiejesz.
— Póki tli się w nim życie, wie pani, moja droga madame — powiedział Toole, starając się ją pocieszyć — lecz jak pani widzi, został bardzo ciężko ranny w głowę, a mózg, wie pani, jest najważniejszym ośrodkiem ...naj...naj... lecz, jak powiedziałem, póki życie tli się w człowieku, istnieje nadzieja.
— On jest tak silny... tak łatwo otrząsa się z choroby i ma tak mężnego ducha.
— Tym lepiej, proszę pani.
— Nie mogę powstrzymać myśli, że wyzdrowieje, skoro nie umarł od razu i wykazał tak cudowną wytrzymałość. Och, moje kochanie, on przeżyje.
— Tak, tak, madame, oczywiście zdarzają się cudowne uzdrowienia.
— Już czuje się o wiele lepiej, widzi pan, wiem doskonale, jak on przezwycięża choroby, to cudowne, najwyraźniej jego stan ogromnie się poprawił, odkąd położyliśmy go do łóżka. Tak, widzę teraz, że oddycha, pan wie, to m u s i być dobry znak, a wreszcie, jest jeszcze miłosierny Bóg nad nami... moje biedne małe dzieci, co by się z nami stało? — po tych słowach otarła szybko oczy. — Przepowiednia, wie pan, długiego życia dla tych, którzy szanują ojca i matkę, często przedtem dodawała mi otuchy; myślę, że nigdy nie było lepszego syna niż on. Och! Mój szlachetny Barneyu, nigdy; trzeba pokładać nadzieję i ufność w miłosierdziu Wszechmogącego.
Tak przemawiała, gdy stali w drzwiach; biedna kobietka, trzymająca Toole'a za mankiet surduta i żałośnie wpatrująca się w jego twarz, przeciwstawiała się nieubłaganej śmierci.
Biedna mała pani Sturk, biała jak ściana, z błagalnym spojrzeniem utkwionym w czerstwym obliczu lekarza pogrążonego w rozważaniach, wybuchnęła potokiem łez, dziękczynień i błogosławieństw.
— Wyzdrowieje, coś mówi mi, że wyzdrowieje, och, mój Barney, kochanie, wyzdrowiejesz, wyzdrowiejesz.
— Póki tli się w nim życie, wie pani, moja droga madame — powiedział Toole, starając się ją pocieszyć — lecz jak pani widzi, został bardzo ciężko ranny w głowę, a mózg, wie pani, jest najważniejszym ośrodkiem ...naj...naj... lecz, jak powiedziałem, póki życie tli się w człowieku, istnieje nadzieja.
— On jest tak silny... tak łatwo otrząsa się z choroby i ma tak mężnego ducha.
— Tym lepiej, proszę pani.
— Nie mogę powstrzymać myśli, że wyzdrowieje, skoro nie umarł od razu i wykazał tak cudowną wytrzymałość. Och, moje kochanie, on przeżyje.
— Tak, tak, madame, oczywiście zdarzają się cudowne uzdrowienia.
— Już czuje się o wiele lepiej, widzi pan, wiem doskonale, jak on przezwycięża choroby, to cudowne, najwyraźniej jego stan ogromnie się poprawił, odkąd położyliśmy go do łóżka. Tak, widzę teraz, że oddycha, pan wie, to m u s i być dobry znak, a wreszcie, jest jeszcze miłosierny Bóg nad nami... moje biedne małe dzieci, co by się z nami stało? — po tych słowach otarła szybko oczy. — Przepowiednia, wie pan, długiego życia dla tych, którzy szanują ojca i matkę, często przedtem dodawała mi otuchy; myślę, że nigdy nie było lepszego syna niż on. Och! Mój szlachetny Barneyu, nigdy; trzeba pokładać nadzieję i ufność w miłosierdziu Wszechmogącego.
Tak przemawiała, gdy stali w drzwiach; biedna kobietka, trzymająca Toole'a za mankiet surduta i żałośnie wpatrująca się w jego twarz, przeciwstawiała się nieubłaganej śmierci.
www.raido-sport.pl



