Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 74
nolia, otrzymawszy poufną wiadomość od wstrząśniętej pani Mac, w szalonym podnieceniu wielkimi krokami pobiegła ku domowi „Pod Młynem", przysięgając zemścić się na Mary Matchwell, albowiem szczerze lubiła biedną Sally Nutter. A gdy tak życzliwie pocieszała biedną Sally i litowała się nad nią, przeklinając jej tchórzliwego wroga, przyznać trzeba, iż nasza czarnowłosa amazonka o wiotkiej kibici wyglądała diablo ładnie z rumieńcami na policzkach i gniewnymi, szyderczymi czarnymi oczyma, które ciskały na próżno błyskawice po pokoju w poszukiwaniu owej nieobecnej kobiety w czerni.
— Mary Matchwell, także mi coś! Już ja się z nią rozprawię, poczekaj tylko, a zobaczysz! Jeszcze się jej odpłacę, nie martw się, Sally, kochanie. Ha! Nie płacz, dziecino, słyszysz? O cóż chodzi? O Charles a? Ach, więc to z przyczyny Charlesa płaczesz? Charlesa Nuttera? Ach, kobieto kochana! Czyż nie sądzisz, iż doszedł on do wieku, w którym sam może dbać o siebie? Założę się z tobą o koronę, że jest w Dublinie z szeryfem i przewiezie tę flądrę do Bridewell. Lecz czemu, na Boga, nie posłałaś po mnie, gdy chciałaś mówić z Mary Matchwell? Cóż za pożytek z mej biednej drogiej matki? Jest miękka jak wosk. Takiej diablicy jak ja było ci potrzeba, kochane biedactwo. Czy myślisz, że pozwoliłabym jej przestraszyć cię w ten sposób, tej jędzy? Jak tylko bym ją ujrzała, wyrzuciłabym ją przez okno. Z łatwością pojęła, że może was obie zastraszyć, moje biedactwa. O! ho, ho! Jakże żałuję, że mnie tu nie było. Przałożyłabym ją przez kolano i... nie... powiadasz? Fi! Nie znasz mnie, biedne niewinne stworzonko; a teraz nie wolno ci poddawać się czarnym myślom. Sally Nutter, przyjdziesz po prostu do nas na herbatę, zagramy w karty, posłuchasz nowinek; no, spójrz na mnie, daj całusa, gdyż lubię cię, Sally, dobra stara dziewucho!
To mówiąc objęła ją, przytuliła, obsypała oba jej policzki pół tuzinem pocałunków, zaśmiała się wesoło, pogderała jeszcze trochę i ucałowała Sally ponownie.
Nieco ponad godzinę później nadszedł malutki billet  od dobrodusznej Magnolii, mający wyrwać biedną małą Sally Nutter z przygnębienia oznajmiając, iż żadne wymówki nie będą przyjęte i ona musi przyjść na herbatę i karty. „Och, cóż ty na to? — głosił bilecik. — Niesłychaną nowinę ci