Dom przy cmentarzu, T.I cz. 4 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 8
rzają się w błocie. Czym, na Boga, zajmuje się Hogan? A tam, spójrz, tuż przy drzwiach pudełko z gwoźdźmi! Przygwoździłabym mu ucho do tej ściany, gdyby należał do mej służby! — Co mówiąc ciotka Rebeka zerknęła bystro przez szybę tu i tam, szukając wzrokiem winnego ogrodnika, który na szczęście nie ukazał się. Potem ciotka Becky poczęła mówić o czymś innym, a wkrótce przypomniała sobie o słynnej akademii w Zaułku Marcina; spojrzawszy więc na zegarek, wyszła w wielkim pośpiechu z Dominikiem w pełnej liberii i dwoma psami, pozostawiając Lily ponownie samą z jej smutnymi myślami.
 
XLII
DOKTOR STURK USIŁUJE W JAKIKOLWIEK SPOSÓB UZYSKAĆ ODROCZENIE WYROKU W PRZEDDZIEŃ EGZEKUCJI

Tak więc czas płynął, aż nadszedł dzień, kiedy to Sturk zapłacić miał czynsz dzierżawny lub ponieść przykre skutki niedotrzymania zobowiązań. Poprzedni dzień spędził w Dublinie załatwiając sprawy pieniężne. Było to drażniące, jałowe zajęcie. Musiał prosić o przysługi ludzi, których nienawidził, znosić ich odmowę, udawać, że wierzy ich kłamliwym wymówkom i lekko to traktuje, choć każde niepowodzenie ogłuszało go niczym cios maczugi; toteż gdy beztrosko i dumnie opuszczał miasto z wymuszonym, pełnym żółci uśmieszkiem na ustach, znajdował się niemal u kresu sił.
Ściemniło się już, gdy wyjeżdżał boczną drogą do Chapelizod — załamany, pobity — rzucając chmurne spojrzenie ponad końskimi uszami na czarną, prostą wstęgę drogi; przejeżdżając obok słynnej Psiej Budy życzył sobie niemal, aby go zatrzymano i obrabowano, albowiem dostarczyłoby mu to przyzwoitej wymówki na pustą kieszeń oraz usprawiedliwienia dla nieznacznego przesunięcia terminu płatności, przy współczuciu i zrozumieniu całego świata. I, na Boga, nie dbał o to, że kula może roztrzaskać jego skołataną głowę. Lecz zbójcy, tak jak i bankierzy, zdawali się in-